Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Namiętność skryła się w liczbach
rozwiązaniem
szkarłatny rumieniec

Leśmianowe wiersze
wypełniły łóżko czułością
ukąszone Przeznaczenie
samo wlatuje w ramiona

Rozpędzone oddechy
przenoszą drżenie
na zachłanną miękkość warg

Nawet dłonie łowią słowa
z rozkołysanych ust

Bestyjka uwiedziona!

Opublikowano

Coolcie po pierwszym czytaniu denerwują literówki, popraw szybciutko:

namiętnośĆ, rozbudZone, rozpĘdzone

wrócę później coś więcej powiedzieć, bo czas mnie goni:)
buziam Czarodzieju
-agnes

Opublikowano

Literówki poprawione :)
Jak to wklejałem to nie miałem znaczków pl

Cmok Księżniczko.

sylvanas: a musi być więcej? :) Jeśli miałbyś jakieś sugestie, co i jak poprawić to chętnie posłucham.

Dziękuję za komentarze
i pozdrawiam serdecznie
Coolt

Opublikowano

Coolcie albo wiecej albo wcale. jedno z dwojga, jak jest troche to jest nijako i nie dobrze, nie sprawia czytelnikowi należytej "przyjemnosci" odbioru. mysle ze mozna by pozmieniac nieco w twoim tekscie, ale to sa juz moje osobiste zapatrywania na poezje i ani tobie ani nikomu nie chce ich narzucac.
jezeli ma to byc najpierw romantyczne w zabawny sposob, to dla mnie jest za slabe zeby rozsmieszyc, koncowka moze byc ale przy mocniejszej tresci, tak by mozna wyczuc po trosze jakies humorystyczne akcenty. wiesz, w duzej mierze odbior tekstu opiera sie na gustach, jezeli jakas forma komus wadzi to nie bedzie chcial czesto sie z nia zmierzyc i pzreczytac czegos tak jak na to zasluguje, a czasem najzwyczajniej czujesz ze nie wyszlo :)

Opublikowano

No cóż, wprowadziłem lekką poprawkę.
W moim mniemaniu to jest humorystyczny erotyk :)
Mam nadzieję, że tak też go odbieracie: jest dość zabawny i dość erotyczny, a nie nijaki.

Pozdrawiam ciepło
Coolt

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...