Niewidzialni opiekunowie przypominali o sobie na każdym kroku. Po trzy, cztery dwójki lub czwórki na tablicach rejestracyjnych mijanych aut, na paragonach w sklepie, numerach stron książki czy numerach telefonów. Towarzyszyło temu nieodłącznie poczucie bezpieczeństwa. Myśl, że podążam w prawidłowym kierunku i gdzieś czeka upragniona stabilizacja, pozwalała mi wierzyć, że wszystko zmierza ku dobremu.
Czasami na swojej drodze znajdowałam piórka. Pewnie pomyślicie, że znalezienie pióra w świecie pełnym ptaków nie jest niczym nadzwyczajnym.
Owszem nie jest. Szczególnie wtedy, gdy mieszka się na wsi i to blisko lasu. Jednak pióro wetknięte w metalowe drzwi maszyny na hali produkcyjnej i to jeszcze na wysokości wzroku, nie jest już takie oczywiste.
Nawet nie wypatrywałam tych znaków. One po prostu pojawiały się znikąd, ale najczęściej w chwilach, gdy droga wydawała się nadzwyczaj uciążliwa.
Czasami los dawał mi w prezencie przerwy na odpoczynek.Momenty wytchnienia na rozpoczynanie nowych pasji. Był ogródek, gdzie przez jakiś czas uprawiałam warzywa. Były też kwiaty, jazda rowerem, robienie na drutach...
Wszystko to było dla mnie albo czymś nowym, albo czymś, o czym przypominałam sobie po wielu latach przerwy. Jakby ktoś chciał mi powiedzieć, że nie jest tak źle. Że mam jeszcze jakieś cele do zrealizowania podczas drogi, która prowadziła, w moim wewnętrznym odczuciu, do czegoś znacznie większego.