Ballada o łotrzykach
Siedzą draby na Krzywej ulicy
Nigdy jak dziś ból rwał na pół
Czy na wolności czy więziennej pryczy
Pluli na sądy gdy milczał Bóg
Dzisiaj w kaburze rdzewieją naboje
Topnieją zastępy owczego popasu
Żalą się sobie przy jednym stole
Łotrzyk herszt cyngiel i rajfur
Ach gdzie te czasy młodzieńcze i płoche
Kiedy każdego co winien był dług
Za ładny uśmiech i za gruby portfel
Brali w obroty od stóp do głów
A teraz większość już w grobie leży
Bo od niechcenia sięgali po spust
Nikt nie odmówi za nich pacierzy
Pod lasem leży niejeden grób