ptaki lubią kiedy się z nimi śpiewa
ostatnio coraz częściej przysiadają na starej czereśni
mucha brzęczy nad uchem ospale
kilka owadów potopionych w krochmalu
szary papier w oknach łapie pierwsze promienie
Anno wstań
trzeba przesiać proso przez tarę
narwać pokrzyw
tych które jeszcze wczoraj ocierał smukłymi liśćmi powój
za górą już słychać rżenie
to w polu konie galopem puszczone
tratują zagony księżowskie
duszna łuna suchej ziemi
łaskocze w nozdrza
Anno chodź
obok studni drewniane wieko
przy każdym dotknięciu osypuje się mech
w symbiozie z małym pająkiem
chleb chowany po kieszeniach
południem gdzieś daleko za dziś
przepity głębinową wodą
ściekającą jak z trzciny po dużej rosie
Anno bądź
oszalej tylko raz
niech światło rośnie w brzuchu
rozlewa się na biodra po pełne piersi
aż do zakrzyczenia
od świtu do nocnego wyciszenia
w zasłonach z wiatru

już kiedyś ten wiersz był
Nie oczekuję komentarzy po prostu chcę żeby został
