Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Maksymilian Bron

Maksymilian Bron

Masz spędzać czas

dany Ci na Ziemi

na poszukiwaniu wrażeń,

bo gdy Ci gry

specjalnie psują,

znajdź sobie lepszą zabawę

Po co fabuła

i to popsuta,

są przecież batyl rojale,

przyzwyczajony będziesz do stresu,

po trupach do wygranej

 

Kiedy popsuli Ci

batyl rojale,

włączyli Ci

Skłid Gejm,

byś powtarzał,

jak system szepcze

„zabijać w realu chcę”

 

Kiedy mówisz,

że jesteś wolny,

to szlachta śmieje,się

dzwoneczkami popularności

manipulują Cię

 

Najpierw stworzyli

bajki o wirusach,

apokalipsach, igrzyskach śmierci,

byś przyzwyczajał

się do nowego

i nic nie zrobił

już bez ich sieci

Masz grać w gry,

oglądać strimy,

nie czytać książek –

zły Karol Wielki,

Wifi załącza

się w trzy minuty,

więc robisz miny,

nie wyłączasz

fal więcej

 

Masz powtarzać:

podatek cukrowy

jest zły,

a Wyklęci są wielcy,

masz nienawidzić

dziedziców zbrodni,

a podczas świąt

przed nimi klęczeć

Masz być wszystkim,

a przez to nikim,

zapomnieć o

najważniejszym,

wkładać mejkapy,

barber, siłownia,

udawać, że jesteś piękny

Rozmawiać o tym,

co popularne

Broń Boże,

nie o sercu czy duszy

Jest gra, są kijki,

rower, zasiłek –

dziw, że się jeszcze

nie dusisz

Żarcie, spalanie

i oglądanie,

rozmowy o tym,

co w telewizji,

ach, zapomniałem,

przez te reklamy

już nie oglądasz,

czytając leady

Nie klikasz w artykuł,

żeby doczytać

Nie szukasz drugiej strony

Głupiejesz tak

jak w średniowieczu

po Grecji na zawsze straconej

 

I tak to koło

czasu się kręci,

szykują znów ciemne wieki,

szlachta się cieszy,

znów większość ciemna,

pa, dziewiętnaste stulecie,

kiedy tak wiele

wspólnie stworzyliśmy,

sny o równości i bez pieniądza,

którym nas świnie szlacheckie dzielą,

byśmy w M3

nie widzieli słońca

 

Masz marzyć wciąż

o pracy strimera,

która jest tylko

dla szlachty

W realnym życiu

nic się nie starasz,

zasiłek opłaci obrazki

Maszyny wszystko

zrobią za ciebie

Pani sprzedawca się burzy,

że ktoś chce coś

zakupić u niej,

a nie wybiera

na kartę maszyny

Pani ta zaraz

straci swą pracę,

lecz co jej karzą,

to robi,

w przyszłości już

nie rozróżnisz,

czy to człowiek,

czy robot

 

Oj, ten Ej, Aj

już dzisiaj jest

mądrzejszy od wielu ludzi,

którzy marzą o batyl rojalach –

za późno, by ich obudzić

Obrzydliwi Rzymianie

znów siądą w lożach

i będą głośno się śmiać,

jak mordujemy się dla zabawy,

bawi ich wciąż nasz strach

Podniosą cenę

za zdrową żywność,

by stać Cię było

tylko na chemię,

no bo ich sieć musisz opłacić

i sześć abonamentów,

to twoje brzemię

 

I, niestety, znów

kona mądrość,

lecz ty stwórz swój

batyl rojal,

niech przeciwnikiem

twym będziesz ty,

twoje lenistwo,

przed śmiercią żal,

że tyle mogłem,

a nie zrobiłem,

że tyle czasu

biernie straciłem,

zamiast po szczeblach

drabin się wspinać

i więcej nie pić,

by zapominać

 

Żyj!

Na przekór wszystkim

Nie bujaj się

w chórze hien,

gdyż zapamiętaj,

że zamiast Ciebie,

będzie się krztusił

tylko twój cień

Chyba, że chcesz,

jak nie ma Cię,

szkoda, człowieku,

lecz żegnam Cię

 

I najsmutniejsze,

że zanim coś powiesz,

niestety, znam

twoje słowa

Chciałbym być kiedyś

znów zaskoczony

dobrocią płynącą z serca,

lecz to się nie dzieje

i rzadko działo,

jakbyśmy daleko

byli od Raju

i wciąż się w kole

Piekła ruszali,

do kolejnej wojny

się przyzwyczajali

i znów swe polis

tak porzucali,

na wieś po Edykcie

się znów udawali,

skłóceni od siebie

się oddalali

jak w postapo,

co je oglądaliśmy

 

Przyzwyczajeni do zła,

które wciąż powtarzamy,

żegnaj, człowieku,

gdyż resztki dobra

chcę w swym bi ar

chociaż ocalić

Maksymilian Bron

Maksymilian Bron

Masz spędzać czas

dany Ci na Ziemi

na poszukiwaniu wrażeń,

bo gdy Ci gry

specjalnie psują,

znajdź sobie lepszą zabawę

Po co fabuła

i to popsuta,

są przecież batyl rojale,

przyzwyczajony będziesz do stresu,

po trupach do wygranej

 

Kiedy popsuli Ci

batyl rojale,

włączyli Ci

Skłid Gejm,

byś powtarzał,

jak system szepcze

„zabijać w realu chcę”

 

Kiedy mówisz,

że jesteś wolny,

to szlachta śmieje,się

dzwoneczkami popularności

manipulują Cię

 

Najpierw stworzyli

bajki o wirusach,

apokalipsach, igrzyskach śmierci,

byś przyzwyczajał

się do nowego

i nic nie zrobił

już bez ich sieci

Masz grać w gry,

oglądać strimy,

nie czytać książek –

zły Karol Wielki,

Wifi załącza

się w trzy minuty,

więc robisz miny,

nie wyłączasz

fal więcej

 

Masz powtarzać:

podatek cukrowy

jest zły,

a Wyklęci są wielcy,

masz nienawidzić

dziedziców zbrodni,

a podczas świąt

przed nimi klęczeć

Masz być wszystkim,

a przez to nikim,

zapomnieć o

najważniejszym,

wkładać mejkapy,

barber, siłownia,

udawać, że jesteś piękny

Rozmawiać o tym,

co popularne

Broń Boże,

nie o sercu czy duszy

Jest gra, są kijki,

rower, zasiłek –

dziw, że się jeszcze

nie dusisz

Żarcie, spalanie

i oglądanie,

rozmowy o tym,

co w telewizji,

ach, zapomniałem,

przez te reklamy

już nie oglądasz,

czytając leady

Nie klikasz w artykuł,

żeby doczytać

Nie szukasz drugiej strony

Głupiejesz tak

jak w średniowieczu

po Grecji na zawsze straconej

 

I tak to koło

czasu się kręci,

szykują znów ciemne wieki,

szlachta się cieszy,

znów większość ciemna,

pa, dziewiętnaste stulecie,

kiedy tak wiele

wspólnie stworzyliśmy,

sny o równości i bez pieniądza,

którym nas świnie szlacheckie dzielą,

byśmy w M3

nie widzieli słońca

 

Masz marzyć wciąż

o pracy strimera,

która jest tylko

dla szlachty

W realnym życiu

nic się nie starasz,

zasiłek opłaci obrazki

Maszyny wszystko

zrobią za ciebie

Pani sprzedawca się burzy,

że ktoś chce coś

zakupić u niej,

a nie wybiera

na kartę maszyny

Pani ta zaraz

straci swą pracę,

lecz co jej karzą,

to robi,

w przyszłości już

nie rozróżnisz,

czy to człowiek,

czy robot

 

Oj, ten Ej, Aj

już dzisiaj jest

mądrzejszy od wielu ludzi,

którzy marzą o batyl rojalach –

za późno, by ich obudzić

Obrzydliwi Rzymianie

znów siądą w lożach

i będą głośno się śmiać,

jak mordujemy się dla zabawy,

bawi ich wciąż nasz strach

Podniosą cenę

za zdrową żywność,

by stać Cię było

tylko na chemię,

no bo ich sieć musisz opłacić

i sześć abonamentów,

to twoje brzemię

 

I, niestety, znów

kona mądrość,

lecz ty stwórz swój

batyl rojal,

niech przeciwnikiem

twym będziesz ty,

twoje lenistwo,

przed śmiercią żal,

że tyle mogłem,

a nie zrobiłem,

że tyle czasu

biernie straciłem,

zamiast po szczeblach

drabin się wspinać

i więcej nie pić,

by zapominać

 

Żyj!

Na przekór wszystkim

Nie bujaj się

w chórze hien,

gdyż zapamiętaj,

że zamiast Ciebie,

będzie się krztusił

tylko twój cień

Chyba, że chcesz,

jak nie ma Cię,

szkoda, człowieku,

lecz żegnam Cię

 

I najsmutniejsze,

że zanim coś powiesz,

niestety, znam

twoje słowa

Chciałbym być kiedyś

znów zaskoczony

dobrocią płynącą z serca,

lecz to się nie dzieje

i rzadko działo,

jakbyśmy daleko

byli od Raju

i wciąż się w kole

Piekła ruszali,

do kolejnej wojny

się przyzwyczajali

i znów swe polis

tak porzucali,

na wieś po Edykcie

się znów udawali,

skłóceni od siebie

się oddalali

jak w postapo,

co je oglądaliśmy

 

Przyzwyczajeni do zła,

które wciąż powtarzamy,

żegnaj, człowieku,

gdyż resztki dobra

chce w swym bi ar

chociaż ocalić

×
×
  • Dodaj nową pozycję...