Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nastał czas deszczu. I deszcz ten… Łzy w swojej obfitości skapują z wielkich fasad kamienic.

Z gzymsów i z liści akantu. I z gałęzi jeszcze. I z tych innych, co są splątane ze sobą na wieki…

 

Spływają kropliście szemrzące strumyki.

Szumiące w swojej niemocy.

W milczeniu, w swojej

skromności nieuchwytnych drżeń.

 

Płynę, a wraz ze mną ty.

Płyniemy cicho

na siny skraj. Za las.

Za wszelki czas istnienia.

 

Choć może to tylko ja płynę. Bez ciebie płynę. Choć może…

 

Nie było nas wiele ze sobą. Pamiętasz? Wiem, że tak było.

Ale ja tylko na chwilę. Zobaczyć jak się masz. Ja tu tylko na chwilę. Przelotnie, jak ten deszcz.

 

A zaraz po mnie

jedynie wiatr.

Taki lekki powiew

wspomnienia na twarzy.

I już. Jakby nigdy nic nie było.

 

Wiesz, ten deszcz dzwoniący (słyszysz jak łka?) skapuje wciąż kropliście i tkliwie.

Deszcz we mnie płynący strumieniem kryształowych tchnień. I deszcz ten. I łzy…

I ten deszcz odbijający się echem. Idący tryumfalnie jasnym snopem światła. Idący między nas.

 

Pamiętasz wtedy, kiedy nie było nas?

 

I mokre plamy na tynku, kiedy przytulam twarz

(tu, tu, i tam, i jeszcze tam…)

do chropowatej ściany. A na języku...

 

Na wystawionym, lśniącym i mokrym…

Na języku tym okruchy i pył. I łzy...

Kiedy całuję mikroskopijne ziarenka kwarcu,

smakując je czule jak usta umarłej dawno kochanki.

 

Kiedy ty.

I ty.

I tylko ty…

W ten deszcz.

 

W ten czas ułomny. Chwilowy. Zaprzepaszczony. A, co potem? Nic.

Tylko przeszłość. Spokojna jak morze. Jak całe niebo… Jak wieczność… Jak my…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-08-02)

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...