Wykrzywione palce,
kostki spuchnięte,
dłonie,
w których
codziennie ściska różaniec,
opuszki palców aż białe.
Przez zaciśnięte wargi
słowa szeptane.
Podniesione, pomarszczone powieki,
gdy słyszy dźwięk klucza
otwierający drzwi.
Spuchnięte kolana
w bólu prostuje,
podpierając się o stół.
Patrzy na ciebie
zmęczonym wzrokiem.
Stanął w drzwiach.
Jasne, długie włosy,
potargane,
fioletowy kolor worów pod oczami,
oczy czerwone,
kąciki zlepione śpiochami.
Chwiejnym ruchem
siadł na krzesełku w korytarzu.
Niezgrabnym ruchem nogi o nogę
zdejmuje buty.
Ze ślina z ust wpyadają,
świsty powietrza.
Oparta o popękaną framugę,
ukłucie w mostku,
dłoń ściśnięta w pięść.
Nie wypuściła różańca.
Drżące kolana unoszą ciało,
ręką oparty o ścianę.
Zmęczone oczy się spotykają.
Jego oczy zaszklone,
broda marszczy się,
gdy usta chcą wydusić
powietrze z ust,
więc przestaje próbować.
Jej oczy zaszklone,
wargi zaciśnięte
po chwili odpuszczają.
Wyciąga chusteczkę z rękawa,
przeciera oczy,
odwraca z bólem karku głowę.
Z bólem w udach wraca
na wygniecioną pufę,
przy krzywym,
skrzypiącym
stole.