Anna lubi ten czas w którym nawłoć złocista i łany otulone mgłą
odpoczywają
miodnym aromatem przepełnione dzwonki
wśród stukotu kół
na polnych kamieniach
w chrzęstach lotnych trzmieli
zagubiony kawałek koronki
szelest deszczu który skupia uwagę
brzmi jakby spadały łuski z oczu
woda ścieka najkrótszą z dróg
wprost do ust
