Zabrakło wódki
Ból już też zbyt lekki
Ciało wciąż nie nazbyt
udręczone przyjemnością
Oczy widzą, uszy słyszą
Smak pełza po języku
Dłoń imituje dotyk dotyku
Już nie ma dokąd uciec
Pułapką okazało się
wyjście z klatki
Droga odcięta
A z przodu mrok
Walc na parapecie
I głębokość peryskopowa
Pocałunek Warsa
I ulica Ogrodowa
Garść pełna draży
Ostrze, o którym się marzy
Lina bądź pas
Obejmą w sam raz
A tu kolejny dzień
zaplanował znów
zadrwić z ciebie
Trzeba mieć odwagę
aby żyć
I wystarczający lęk
przed śmiercią