Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

 

nadściana

 

 



dom nie był stary
stare były tylko dźwięki
reszta udawała że jeszcze ma sens

każdej nocy o trzeciej siedemnaście
po drugiej stronie ściany przesuwało się krzesło
powoli
drewno zgrzytało tak jak zgrzytają zęby człowieka który od dawna nie śpi

zrozumiałem że ściana nie oddziela pokoi tylko ludzi którzy jeszcze się nie wymienili

kiedy gasiłem światło
ciemność nie zapadała
ona wracała
jak coś co wcześniej mieszkało tutaj
i tylko na chwilę udawało
że odeszło

sądziłem że ściana oddziela mnie
od tamtego mieszkania
nie wiedziałem jeszcze
że ona oddziela mnie
od czegoś co jest we mnie

sąsiedzi mówili że mieszkanie stoi puste od lat
wierzyłem im
łatwiej uwierzyć w pustkę niż w coś co cierpliwie czeka

aż pewnej nocy usłyszałem kaszel
krótki
mokry
grząski od flegmy
jakby ktoś zakrztusił się własnym oddechem

potem coś spadło i jeszcze długo podłoga nie mogła przestać tym być

przyłożyłem ucho do ściany
tynk był ciepły
od środka
jak skóra chorego zwierzęcia

dom od środka oddychał
kimś kto jeszcze nie miał imienia

kiedy chciałem cofnąć dłoń ściana zatrzymała ją na ułamek sekundy
jakby sprawdzała czy nadal mam puls

obudziłem się z ręką przyłożoną do tynku
to nie była moja pozycja
to była czyjaś decyzja wykonana przeze mnie

oddech
powolny chrapliwy
ktoś uczył się oddychać moim ciałem

nie było słów
tylko coś co próbowało nimi zostać
mokre mlaskanie języka który dawno zapomniał ludzkiej mowy

pod tynkiem coś drgnęło
z drugiej strony
ktoś poruszył się pierwszy

któregoś dnia obudził mnie ból zęba
korzeń próbował zmienić adres
pochyliłem się nad umywalką
i ząb po prostu wypadł
bez krwi
bez oporu
tylko przezroczysta nić między nim a moimi ustami

na korzeniu nie było nic
po drugiej stronie ściany
ktoś dotyka językiem pustego miejsca

na porcelanie został ciepły ślad
stygł wolniej niż powinien

lustra zaczęły się spóźniać
najpierw o mrugnięcie
potem o oddech
aż zobaczyłem siebie stojącego w pokoju zanim wszedłem

nie wszedłem od razu
stałem i patrzyłem jak czekam na siebie

niektóre noce miały w sobie cudzy ciężar
jakby ktoś siedział na mnie zanim zasnąłem

kiedy rozbiłem ścianę nie było cegieł
była ciemność która pamięta dotyk

usiadłem
bez decyzji
bo krzesło było gotowe wcześniej niż ja

wtedy usłyszałem swój głos z miejsca którego nie widziałem:
nie odwracaj się

za mną ktoś oddychał
powoli
jakby sprawdzał czy jeszcze należę do siebie

odwróciłem się tylko w środku
na zewnątrz zostałem nieruchomy
bo niektóre ruchy dzieją się wcześniej niż ciało

ściana przestała istnieć jako granica
stała się miejscem przejścia

ściana nie pęka od wilgoci
pęka dopiero wtedy
gdy po obu stronach zaczyna bić to samo serce

od tamtej nocy boję się tylko tego
że mogę być złą stroną

że to nie ja słyszę krzesło
tylko ktoś słyszy mnie






 

Migrena

Migrena

nadściana


dom nie był stary
stare były tylko dźwięki
reszta udawała że jeszcze ma sens

każdej nocy o trzeciej siedemnaście
po drugiej stronie ściany przesuwało się krzesło
powoli
drewno zgrzytało tak jak zgrzytają zęby człowieka który od dawna nie śpi

zrozumiałem że ściana nie oddziela pokoi tylko ludzi którzy jeszcze się nie wymienili

kiedy gasiłem światło
ciemność nie zapadała
ona wracała
jak coś co wcześniej mieszkało tutaj
i tylko na chwilę udawało
że odeszło

sądziłem że ściana oddziela mnie
od tamtego mieszkania
nie wiedziałem jeszcze
że ona oddziela mnie
od czegoś co jest we mnie


sąsiedzi mówili że mieszkanie stoi puste od lat
wierzyłem im
łatwiej uwierzyć w pustkę niż w coś co cierpliwie czeka

aż pewnej nocy usłyszałem kaszel
krótki
mokry
grząski od flegmy
jakby ktoś zakrztusił się własnym oddechem

potem coś spadło i jeszcze długo podłoga nie mogła przestać tym być


przyłożyłem ucho do ściany
tynk był ciepły
od środka
jak skóra chorego zwierzęcia

dom od środka oddychał
kimś kto jeszcze nie miał imienia

kiedy chciałem cofnąć dłoń ściana zatrzymała ją na ułamek sekundy
jakby sprawdzała czy nadal mam puls

obudziłem się z ręką przyłożoną do tynku
to nie była moja pozycja
to była czyjaś decyzja wykonana przeze mnie

oddech
powolny chrapliwy
ktoś uczył się oddychać moim ciałem

nie było słów
tylko coś co próbowało nimi zostać
mokre mlaskanie języka który dawno zapomniał ludzkiej mowy

pod tynkiem coś drgnęło
z drugiej strony
ktoś poruszył się pierwszy

któregoś dnia obudził mnie ból zęba
korzeń próbował zmienić adres
pochyliłem się nad umywalką
i ząb po prostu wypadł
bez krwi
bez oporu
tylko przezroczysta nić między nim a moimi ustami

na korzeniu nie było nic
po drugiej stronie ściany
ktoś dotyka językiem pustego miejsca

na porcelanie został ciepły ślad
stygł wolniej niż powinien

lustra zaczęły się spóźniać
najpierw o mrugnięcie
potem o oddech
aż zobaczyłem siebie stojącego w pokoju zanim wszedłem

nie wszedłem od razu
stałem i patrzyłem jak czekam na siebie

niektóre noce miały w sobie cudzy ciężar
jakby ktoś siedział na mnie zanim zasnąłem

kiedy rozbiłem ścianę nie było cegieł
była ciemność która pamięta dotyk

usiadłem
bez decyzji
bo krzesło było gotowe wcześniej niż ja

wtedy usłyszałem swój głos z miejsca którego nie widziałem:
nie odwracaj się

za mną ktoś oddychał
powoli
jakby sprawdzał czy jeszcze należę do siebie

odwróciłem się tylko w środku
na zewnątrz zostałem nieruchomy
bo niektóre ruchy dzieją się wcześniej niż ciało

ściana przestała istnieć jako granica
stała się miejscem przejścia

ściana nie pęka od wilgoci
pęka dopiero wtedy
gdy po obu stronach zaczyna bić to samo serce


od tamtej nocy boję się tylko tego
że mogę być złą stroną

że to nie ja słyszę krzesło
tylko ktoś słyszy mnie







×
×
  • Dodaj nową pozycję...