nadściana
dom nie był stary
stare były tylko dźwięki
reszta udawała że jeszcze ma sens
każdej nocy o trzeciej siedemnaście
po drugiej stronie ściany przesuwało się krzesło
powoli
drewno zgrzytało tak jak zgrzytają zęby człowieka który od dawna nie śpi
zrozumiałem że ściana nie oddziela pokoi tylko ludzi którzy jeszcze się nie wymienili
kiedy gasiłem światło
ciemność nie zapadała
ona wracała
jak coś co wcześniej mieszkało tutaj
i tylko na chwilę udawało
że odeszło
sądziłem że ściana oddziela mnie
od tamtego mieszkania
nie wiedziałem jeszcze
że ona oddziela mnie
od czegoś co jest we mnie
sąsiedzi mówili że mieszkanie stoi puste od lat
wierzyłem im
łatwiej uwierzyć w pustkę niż w coś co cierpliwie czeka
aż pewnej nocy usłyszałem kaszel
krótki
mokry
grząski od flegmy
jakby ktoś zakrztusił się własnym oddechem
potem coś spadło i jeszcze długo podłoga nie mogła przestać tym być
przyłożyłem ucho do ściany
tynk był ciepły
od środka
jak skóra chorego zwierzęcia
dom od środka oddychał
kimś kto jeszcze nie miał imienia
kiedy chciałem cofnąć dłoń ściana zatrzymała ją na ułamek sekundy
jakby sprawdzała czy nadal mam puls
obudziłem się z ręką przyłożoną do tynku
to nie była moja pozycja
to była czyjaś decyzja wykonana przeze mnie
oddech
powolny chrapliwy
ktoś uczył się oddychać moim ciałem
nie było słów
tylko coś co próbowało nimi zostać
mokre mlaskanie języka który dawno zapomniał ludzkiej mowy
pod tynkiem coś drgnęło
z drugiej strony
ktoś poruszył się pierwszy
któregoś dnia obudził mnie ból zęba
korzeń próbował zmienić adres
pochyliłem się nad umywalką
i ząb po prostu wypadł
bez krwi
bez oporu
tylko przezroczysta nić między nim a moimi ustami
na korzeniu nie było nic
po drugiej stronie ściany
ktoś dotyka językiem pustego miejsca
na porcelanie został ciepły ślad
stygł wolniej niż powinien
lustra zaczęły się spóźniać
najpierw o mrugnięcie
potem o oddech
aż zobaczyłem siebie stojącego w pokoju zanim wszedłem
nie wszedłem od razu
stałem i patrzyłem jak czekam na siebie
niektóre noce miały w sobie cudzy ciężar
jakby ktoś siedział na mnie zanim zasnąłem
kiedy rozbiłem ścianę nie było cegieł
była ciemność która pamięta dotyk
usiadłem
bez decyzji
bo krzesło było gotowe wcześniej niż ja
wtedy usłyszałem swój głos z miejsca którego nie widziałem:
nie odwracaj się
za mną ktoś oddychał
powoli
jakby sprawdzał czy jeszcze należę do siebie
odwróciłem się tylko w środku
na zewnątrz zostałem nieruchomy
bo niektóre ruchy dzieją się wcześniej niż ciało
ściana przestała istnieć jako granica
stała się miejscem przejścia
ściana nie pęka od wilgoci
pęka dopiero wtedy
gdy po obu stronach zaczyna bić to samo serce
od tamtej nocy boję się tylko tego
że mogę być złą stroną
że to nie ja słyszę krzesło
tylko ktoś słyszy mnie