chyba już się wyczerpałam
zdarta płyta, wióry z deski
porwał mnie swawolny strumień
w którym płyną moje łezki
chyba się już wyczerpałam
jak chusteczka przesmarkana
tak się we mnie wycierali
że została żrąca rana
chyba już się wyczerpałam
jak atrament w kałamarzu
wypisali mnie z radości
nie wróciłam ani razu
chyba się już wyczerpałam
z tolerancji, gładkich słówek
brak mi siły do idiotów
nie wynajdę też wymówek
chyba już się wyczerpałam
jak żarówka w lampce nocnej
nie chcę brać udziału więcej
w żadnej walce bezowocnej
leżę niczym w polu kamień
niech już na mnie nikt nie czeka
chcesz to kopnij, chcesz to omiń
ale trzymaj sie z daleka