Ktoś zapytał — czy warte jest poświęcenia?
Pewien starzec odpowiedział z przekonaniem.
Lecz dla kogo?
Dla własnych wartości czy dla drugiego istnienia?
Być może nie w wartościach kryje się to, czego szukamy,
lecz w sercu i uczuciu,
którego wciąż nie potrafimy do końca pojąć.
Być może właśnie dlatego walczymy o dobro
i o uśmiech na twarzy drugiego człowieka,
by własne blizny zagoić jego szczęściem.
Gdy sami ponownie szukamy ścieżki,
którą chcemy podążać,
być może to oni są odpowiedzią na nasze zagubienie.
Może nie jesteśmy tutaj tylko po to,
aby myśleć o sobie.
Być może naszym zadaniem jest walczyć
o radość tych, którzy idą obok nas.
Może właśnie wtedy
odnajdujemy samych siebie.
A naszą myślą przewodnią nie będzie już wartość,
którą kierowaliśmy się przez całe życie,
lecz uczucie, które odkrywamy każdego dnia
choć jego sensu wciąż nie potrafimy do końca rozgryźć.
Być może nadejdzie dzień,
w którym spojrzymy dookoła siebie,
w rodzinnym domu, gdzie przeżyliśmy swoje dni,
i pomyślimy...
Czy było warto?
Lecz odpowiedzią
nie będą słowa,
ani najgłębsze analizy.
Będzie nią spojrzenie na tych,
którzy pozostali przy nas.
I wtedy zrozumiemy,
czym tak naprawdę było to uczucie,
którego uczyliśmy się przez całe życie.
Pocałunek żony.
Łza radości córki.
Biegające wnuki po pokoju.
Czyż nie o to właśnie nam chodziło?
Zrobiłem wszystko, co byłem w stanie.
Oddałem wszystko, co mogłem.
A życie odpłaciło mi uczuciem,
którego szukałem przez lata.
Dopiero oddając siebie drugiemu,
zrozumiałem, po co tu jestem.