Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Wesław Rysa

Wesław Rysa

Uporczywa mucha wywraca mój sen.
Zmrużone oko negocjuje z porankiem.

Drobny zgiełk za oknem wystarcza,
by zagłuszyć sens.
Ruch ludzi udaje celowość.

Wtorek czy czwartek?

Bez znaczenia,
gdy dni marszczą się jednakowo.

Woń słońca przez szybę.
Jazgot straganów.
Wszystko wpisuje się we wspomnienie,
którego nigdy nie spisałem.

Mama niesie pomidory i ogórki.

Ostentacyjnie.

„Jadźka dała jajka.
Ach, te kurki wiejskie.”

I tam nadal jestem wolny.

Bo tylko tam
nie wstawiono jeszcze dorosłości
z wrzeszczącą kasą fiskalną.

Tak.

Nadal singlem obowiązków,
jak ten lipcowy poranek.

Pościel mnie nie wypuszcza —
jedyny system,
który nie żąda hasła.

Kocham lato.

Wesław Rysa

Wesław Rysa

 

 

Uporczywa mucha wywraca mój sen.

Zmrużone otwieram oko.

Drobny zgiełk za oknem wystarcza, by zagłuszyć sens, a ruch ludzi udaje celowość.

Wtorek czy czwartek?

Bez znaczenia, gdy dni marszczą się jednakowo.

Słońca przez szybę woń, też straganów skowyt wpisuje się jak to wspomnienie, którego nigdy nie spisałem.

Mama niesie pomidory i ogórki.

Ostentacyjnie.. “Jadźka dała jajka. Ah te kurki wiejskie.”

Wciąż i nadal jestem mentalnie wolny, bo tylko tam nie wstawiono jeszcze dorosłości wrzeszczącej kasy fiskalnej.

Tak. Nadal obowiązków singlem jak ten lipcowy poranek.

Pościel mnie nie wypuszcza — jedyny system, który nie żąda hasła.

Kocham lato.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...