– Czy pan wierzy w istnienie Krasnoludka?
– Coś pan. W Krasnoludka?
– Tylko grzecznie pytam.
– Krasnoludek nie istnieje. To wredna bestia. Nie zapobiegł nieszczęściu.
– No przecież nie mógł zapobiec, skoro go nie ma.
– Myśli skubany, że jak nie istnieje, to wszystko może. Nie cierpię go.
– Widzę, że nie jest panu obojętny. I to bardzo.
– Coś pan! Mam go tam, gdzie słońce nie dochodzi.
– To dlaczego pan ciągle nawija na ten sam temat i przeczy sam sobie?
– Na jaki temat?
– Na temat Krasnoludka?
– Mam powód. To wredny typ, z wrednej bajki.
– Ale przyzna pan, że nielogicznym i psu na budę jest,
mieć pretensje i obwiniać o wszystko, Krasnoludka, który nie istnieje.
– Bo nawet dupek istnieć nie chcę, robiąc mi na złość.
– To w końcu pan wierzy w istnienie Krasnoludka, mając do niego pretensje,
czy pan nie wierzy i też ma?
– Też mam i proszę mi więcej nie zadawać bezsensownych pytań.
Na pewno pana, Krasnoludek na mnie nasłał. Już ja swoje wiem.
– Widzę, że ma pan ładną, żółtą koszulę na sobie.
– Dziękuję. Rzadko ją piorę, żeby kolor nie zmatowiał.
– No tak. Rozumiem.