Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
lb_szto

lb_szto

 

Lato w pełni, słońce grzeje,
lecz nie dla mnie.
Wielkie plany i nadzieje,
ja wciąż śnię.

Trochę żalu mam do wszystkich,
że nie wyszło tak, jak miało.
Straty przeliczyłem, zyski,
rozum przeczy, serce chce.

Być przy Tobie, gdy jest trudno,
szaro, brudno i pochmurno.
Ty rozświetlasz wszystko wokół,
dobrze wiesz.

Los się znowu ze mnie śmieje,
co następne — on już wie.
Czy odnajdę ukojenie?
Słyszę: nie.

Gdzie podziała się dziewczyna
z blaskiem w oczach?
Może to nie jest jej wina,
myślę, idąc po poboczach.

Dwuosobowa drużyna
już nie wyjdzie na boisko.
Sędzia gwiżdże — meczu koniec,
już przygasa to ognisko.

Ale to tylko na chwilę,
bo dolewam znów benzynę.
Sam się nakręcam na siłę —
czy to jeszcze jest godziwe?

Nie wiem, czy bardziej chcę Ciebie,
czy może dawnego siebie.
Te sprzeczności mnie już niszczą,
dobrze wiem.

Dziś na siebie biorę winę,
nie namówię Cię na siłę.
Porozmyślam znów godzinę,
pogubiony zasnę, wstanę,

by na nowo tracić wiarę.
Czy to warte rozmyślania?
Nie mam już nic do dodania.
Kończę, cieść.

lb_szto

lb_szto

Odnaleźć siebie

Lato w pełni, słońce grzeje,
lecz nie dla mnie.
Wielkie plany i nadzieje,
ja wciąż śnię.

Trochę żalu mam do wszystkich,
że nie wyszło tak, jak miało.
Straty przeliczyłem, zyski,
rozum przeczy, serce chce.

Być przy Tobie, gdy jest trudno,
szaro, brudno i pochmurno.
Ty rozświetlasz wszystko wokół,
dobrze wiesz.

Los się znowu ze mnie śmieje,
co następne — on już wie.
Czy odnajdę ukojenie?
Słyszę: nie.

Gdzie podziała się dziewczyna
z blaskiem w oczach?
Może to nie jest jej wina,
myślę, idąc po poboczach.

Dwuosobowa drużyna
już nie wyjdzie na boisko.
Sędzia gwiżdże — meczu koniec,
już przygasa to ognisko.

Ale to tylko na chwilę,
bo dolewam znów benzynę.
Sam się nakręcam na siłę —
czy to jeszcze jest godziwe?

Nie wiem, czy bardziej chcę Ciebie,
czy może dawnego siebie.
Te sprzeczności mnie już niszczą,
dobrze wiem.

Dziś na siebie biorę winę,
nie namówię Cię na siłę.
Porozmyślam znów godzinę,
pogubiony zasnę, wstanę,

by na nowo tracić wiarę.
Czy to warte rozmyślania?
Nie mam już nic do dodania.
Kończę, cieść.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...