Anna kupiła wóz z kolebocącym kołem
po wertepach zagórza gdzie dziewanna
rozchyla żółte kielichy
niesie się stukot końskich kopyt
w poprzek rozwora ułożona derka
jeszcze niedawno czule gładzona
gęsim skrzydłem
dziś ledwo przypomina misternie tkaną płachtę
dziura na dziurze w sam raz na poniewierkę
dyszle jeszcze sprawne
manewrują zwinnie tuż za koniem
na pohybel tumanom kurzu
byle kłonice nie zwarły silnego uścisku
czas na litkup
już skwierczy głośno świeżonka
oddaje wodę duszona cebula
zwarta w mocnym uścisku z siekaną wątrobą
mocna woń siwuchy postawiła na nogi Idziego