Mówią jej:
„To minie”,
„nie był wart łez”,
„znajdziesz kogoś” -
jakby uczucie było meblem,
który da się wymienić.
Chcą naprawiać pamięć,
rzucając na stół jego błędy
jak fałszywe monety.
Ale nie mogą czuć
ciężaru pustki,
który co rano kładzie się na jej piersi.
Nie wiedzą,
że skóra wciąż pamięta ogień,
gdy jego usta
unieważniały wszystko wokół.
Luiza nienawidzi chłodu pocieszenia -
jak miałyby pojąć pożar,
którego nie gasiły własnym ciałem?
Wreszcie wyszły,
zostawiając zapach stygnącej herbaty
i wynosząc swoją litość.
Nie szuka nowej miłości,
szuka jego cieni,
pozwala sobie na luksus
bycia nieuleczoną.