Zieloną kwietną gałązkę
porzuciłaś zostawiłaś
zgniotłaś w jednej chwili
co miało trwać miało kwitnąć
wlewać i rozsiewać;
Jakaś mocna jakaś trwała
w celebrze zapomnianych gestów
nieznośnych doznań odchodzimy
od wierności do człowieczeństwa
od poddaństwa do jestestwa;
Patrzę w ciało
jak wrażliwość ucieka
a nieznośny trud
przechowywania ran
rozmywa spoiwo;
Grzęznę w niedorzeczności
unosząc święty zachwyt
ponad poprawność
coś zostało mgliste
ziścił się krąg ksiąg;
Strój miłorzębu
po dwóch stronach drzewa
wiatr kołuje i rozwiewa
lecz i on nie zdoła zamknąć
słów obrotowych podwoi;