Chodzą wytatuowani,
własnym ego obsrani,
mają w głowie swoje małe sprawy,
żłopaliby i jarali, hektolitrami zbiory kawy,
myślą tylko o sobie,
już na samym żłobie
mają mordy krzywe,
ich uśmiechy są fałszywe,
śmieją, chwalą swoje czyny,
a ich życie to dno, nie wyżyny
ich paluchy wszędzie cisną,
żadnej prawdy na serce nie lizną
są skazani, są wygnani,
z raju na śmierć pojmani
niszczą drzewa, niszczą zwierzynę
a sami nie wiedzą, że powinni mieć się za szczynę
i wiedzieć nie mogą,
z ich banią złowrogą,
ich intencje jak piekło
wybrukowane już dawno pękło
okradło z życia wszelkie stworzenie,
tak oto chodzi po ziemi to schorzenie
dwulicowi, a pysk krowi
krowa piękniejsza, są bezsłowi
do widzenia jak się opłaca,
nie powie nawet śmierdzący baca,
wzdychają i podrywają, wrzeszczą
w głowach jedynie wybryki mają
nikczemni,
przyziemni,
śmieszni,
pocieszni,
paradoksy
oskymorony
koksy
ancymony
całe noce spędzają jak ćmy przy świetle
mają schorzenia przewlekłe i siedzą na mietle
ich potomstwo skażone
ich myśli powinny zostać spotwarzone
i będą i zrzędną
o nienawiści niezbędną,
o ludzkości bezwzględną
pomarzyć nie muszą
bo już od dawna w niej się duszą
i będą i zrzędną
i znajda dla siebie kurwę se chętną
dostana se HiVa i
odejdzie se diva
ta dziwa
ta niwa
ten miraż, śliwa
na czole ich trwać będzie jak stara Niniwa
ta śliwa, ta niwa,
się ich nie wyzbywa
to taniec to taniec,
to jest ich różaniec
to śpiew, to śpiew,
to jest ich już chlew
tak tańczę, tak tańczę,
nienawiść w się niańczę,
to czarna jest msza,
zabili mi kota
to koniec jest mojego tu dla was złota,
bo macie, bo macie, obsrane chamstwem gacie,
bo chcecie, bo chcecie, zamienić się w śmiecie
we śmierci, we śmierci szukacie zbawienia
lecz tam dla was, tam dla was nie ma wytchnienia
Tamara pyłek przemieni was w pył,
i już zawsze każdy z was nie będzie tu żył.
Amen.