Uwaga! Uwaga! Ewakuacja! - Chrapliwy głos zanika to znowu moduluje dziwnie w trzeszczących
megafonach… Na słupach drewnianych, betonowych… Przekrzywionych od wiatru, obłoconych…
Wiesz, idę przez wysokie trawy. Ja. Albo może moje dawne wcielenie.
Moje dawne Ja. Moje… Przez trawy wilgotne.
Przez jakieś krzaki. Zapętlone. Spętlone. Poplątane…
Pełznie po mokrej ziemi, gliniastej, nagie ciało. Wije się w sobie… Ja? Czy ono?
Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Spójrz. Pognieciona kartka
na stole.
Rozlana plama. Atramentu…
Wiatr zagłusza bicie serca.
A za oknem…
Za oknem noc okropna kłębi się
i pulsuje mnogością świateł.
Dalekich. Zimnych drżących rubieży…
Jestem tutaj? Czy tam? Ja?
Czy ono?
Wchodzę po spirali schodów.
Gdzieś wysoko. W jakimś miejscu.
W jakiejś nieznanej mi egzystencji przeszłego czasu...
Uwaga! Uwaga! - Wciąż ten sam głos.
Wciąż to nieustanne trzeszczenie w moim mózgu…
Piskliwy szum rozsadza nabrzmiewające żyły. Pulsujące boleśnie skronie...
Wielomilimetrowe struktury tuż przed moimi oczami. Ziarniste.
Powiększone w zimnym oku mikroskopu.
Spuchnięte jak w chłoniaku twarde węzły. Zaciskam je powiekami.
Lecz, kiedy otwieram…
Wysypują się zdradliwie,
jak lśniące koraliki.
Ze szmerem:
na blacie stołu.
Łzawe perły. Błyszczące.
Na drewnianej podłodze ułożonej w jodłę. Wytartej.
Przetartej obcasami
przechadzającej się w tę i z powrotem pradawnej, zamyślonej śmierci.
Mnożą się jak w kalejdoskopie.
Te zwidy nowotworowe
Płyną. Donikąd płyną. W szumie i pisku gorączki.
Wiesz, umierałem tu
wiele razy.
I jakoś dziwnie
umieram raz jeszcze...
To mnie prześwietla. Spójrz! Moja twarz okrojona półcieniem. Straszliwy blask i straszliwa
ciemność. Idą we dwoje, trzymając się w objęciach. Kontrast: chiaroscuro. Twarz spalona słońcem.
Ida przez wiry w strumieniach powietrza
przecinających niebo.
I nikną. W milczeniu nikną.
I płoną w straszliwej pożodze ciszy. Nie słychać ich.
Nie słychać tej rozpędzonej menażerii. Tej skondensowanej siły, ostrej niczym brzytwa.
Dlaczego odwracasz głowę?
Twoje milczenie. ..
Albowiem twoje milczenie…
Więc w tym milczeniu przedzieram się.
Przez krzaki. Gałęzie kolczaste. Przez korzenie…
Sam. I sam
jeden.
Bez ciebie.
Wiesz, tutaj jest tego najwięcej.
Cząsteczek mżących w oddali.
I na każdym liściu, gałązce, łodydze…
Widzę je. I widzę coraz przejrzyściej.
Dłonie zanurzam w tych
srebrzystych błyskach nieuniknionej, bolesnej śmierci.
Kiedy wnikam. Kiedy… Idę…
Spójrz! Twarze. Twarze. Zrakowaciałe oblicza.
I te twarze
uczniów,
nauczycieli.
Te twarze niczyje…
Prześwietlone.
Napromieniowane. Spalone słońcem…
Szkolne ławki. Klasa. Bo to jest klasa. Chyba…
Na ścianach portrety poetów, malarzy…
Na ścianach towarzysze. Spoglądają ze zdjęć te obojętne oblicza.
W drewnianych ramach. W metalowych. Słońce lśni na wypolerowanych szybach,
Te twarze na wprost. Te twarze w kolorze sepii.
Szare. Ziemiste. Te twarze…
Całe archiwum twarzy.
Umarłych.
Wtedy szły zimne obłoki.
Pomiędzy nimi słońce. Teraz jest wiatr.
Ten wiatr, który wieje z przeszłości. I idzie całą nawałą.
Szumią. Szemrzą czułe membrany liczników Geigera…
Gdzie ty jesteś?
Rury ciągną się kilometrami. Donikąd.
Idą stąd, dotąd, aż do tamtąd.
I dalej.
W przestwór nicości.
W cienistość przemijania.
Skorodowane naczynia. Przedmioty. Stoły. Kuchenne blaty pokryte kurzem.
Weź mnie za rękę.
Ja biorę, lecz kiedy zaciskam palce,
wyczuwam jedynie próżnię. Jesteś tu jeszcze?\
Nie?
Więc do kogo to mówię?
Do samego siebie.
Błotnista droga. Gliniasta. Liście. Łodygi krzaków zakrzepłe w błocie.
Spowite blado w całunie niemrawego słońca, które spoza chmur, z mlecznej powłoki ciężkiego
nieba...
… spogląda, gdzieś w niedosycie
czyichś wspomnień.
Znowu tu jestem.
Po raz wtóry.
Przybyłem znikąd.
I na powrót idę.
Donikąd, I dalej. I jeszcze...
W bezruch zagadkowych miraży. Na skraj ciszy…
(Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-08)
@Berenika97 piękny cytat - dziękuję! Niezwykle ciekawie poprowadziło Cię te kilka słów... od słowa do Słowa :)
Mam taką może nawet nie ambicję, ale pomysł-marzenie, aby wygenerować jakiś podgatunek literacki, liryczny, ostatnie 4 moje wiersze mogłyby być jego przykładami.
Na razie obmyślam ramy i definicję, może coś z tego będzie? ;) a jak nie, to też dobrze hahaha zamarzyło się być lirycznym influencerem ;)