Bóg - u Ciebie z małej litery - schodzi na ziemię i razem z Nim archaniołowie Michał i Rafał.
To nie jest Bóg z ołtarza - tu przedstawiony jako "bóg", który pije wino z gwinta pod sklepem. Ma długie włosy. Ten obraz sugeruje mi, że jest to Bóg, który mieszka z nami, a nie nad nami.
Aniołowie utracili swoją wiarę w samo "południe dnia świętego". To wymowny obraz. Wszystko się zapadło, zawalił się fundament.
"To twój codzienny bóg", czyli taki, jakiego widzisz. Widzisz go pod sklepem, a nie jako sacrum.
"Jest bogiem nieporządku, niechlujności i zdziwaczenia" - odczytuję jako bałagan, brud i "odlot".
Nie wymaga ani porządku, bo sam nim nie jest, ani czystości - sam jest nieporządkiem. To obraz Boga obecnego pod sklepem, nie nad nami.
On nie ocenia - uśmiecha się.
Z całego wiersza wybrzmiewa dla mnie najbardziej: "Tłum klaszcze w rytm tej dziwnej gry". Zamiast się modlić - klaszcze. Wszyscy to "kupują".
W kolejnych wersach pojawia się narrator: "Gabriel kręci dokumentalny film". Tu jego rola sprowadza się do rejestracji rozpadu.
Mamy tu kolejne obrazy: squat, dym i zimne grzejniki.
Wygląda jak reportaż.
Końcowy wers: "Akcja!" jest w moim przekonaniu ironiczny. Tu wszystko jest już skończone.
Starałam się tu tak ważyć słowa, by nikogo ten komentarz nie uraził .
Pozdrawiam serdecznie .