jestem psem, bronię swojego pana
codziennie ostrzę brzytwę
wpół do dziewiątej - czas na golenie
kolejny mocny zacisk szczęk
zabroniłeś mi wychodzić po zmroku,
mówiłeś, że to niebezpieczne
wpół do dwunastej - zobaczyłam twój cień
sunący pustą, zimną ulicą
chciałam ugryźć
pogryzłam własną rękę
wpół do szóstej - kroki na schodach
merdam ogonem,
mając nadzieję, że zostawisz mnie w spokoju
przyszedłeś
pora na karmienie:
miska numer trzy, karma czterdzieści pięć -
następna w kolejce
mam nadzieję, że to nasz ostatni wspólny poranek
mogłabym udawać, że wciąż jestem twoim psem
ale wolałabym być bezpańska
sierść jeży mi się na karku
zaułek pachnie mrozem i strachem
co robiłeś po ciemku?
smycz zaciska się coraz mocniej