Odnajdź krzyż bez znanych gwoździ,
czując ramiona w szczycie i ogonie,
by opiłek mógł aktywować środkiem
prawdziwe związania bez zabiegów.
Konsekwencją rozwiązania cierpienia,
nieznaną koroną po namagnesowaniu,
aby reszcie posłużyła za hub życia
z przemiałkowania w rdzeń ducha.
Jako transformacja prądu do obiegu,
liniami papilarnymi każdego dotyku
niczym koryta Cusco nawodnione gąbką,
czyści brud na rzecz czystych tablic.
Nie mając usprawiedliwień na obronę,
tai znak zaszczepienia mu koniczyny
bez igły — tak po prostu naturalnie.
Wiedza gromadzona z siedmiuset skoków
zgrała adapterem ciąg różnych pisków,
mimo braku porysowań na jawie grając.
_____________________________________________
______________________________________________
Spis treści:
***Organiczny intranet
***Gdy młodziwo staje się siarką do draski atawizmu
***Kiedy dyada wraca na swoje miejsce
***Gniazdo
***Z cieśniny
***Jest ich więcej
***Jak cię piszą — nie myśl, że tak samo widzą po dziewięciu godzinach lucydności
***Praktyczny oniryzm — metonimia
***W najprostszy sposób wytłumaczę
***Nad morzem w Rockanje
***Z wyjścia na wejście
***Komplet uświęcony środkami — dzięki wiedzy MTJ
***Wasz tajny współpracownik wciąż działa w ukryciu
***Korektą rzeczywistości
***Jest twoja moczarka kanadyjska
***Ren ku haiku — kokoro no me
***Chociaż raz
***Saola — jedna z siedmiu strażniczek
***Jak rozsypane przekaźniki tworzą inny
***Zwińcie klocki
***Do wszystkich antenatów
***Gdy jeden rok śmiertelnika traktujemy jako jeden dzień Boga
***Gdzie jest Bóg?
***Niezniszczalna łodyga z bezludnej wyspy wskrzesza stary mikrofon
***Poza kompendium wiedzy
***FCE
***Hermafrodytyzm
***Każdy ma swoją Victorię!
Jestem głodny twoich ust,
brajlowskich, długich odpowiedzi,
słów, które nie błyszczą na pokaz,
lecz zostają pod skórą.
Kiedyś wierzyłem miastom.
Ich nocnym obietnicom,
światłom drżącym na mokrym bruku,
kobietom podobnym do piosenek,
pociągom odjeżdżającym poza rozsądek.
Zwiedziłem kawał świata.
Widziałem porty ciężkie od świtu,
hotele pełne cudzych tęsknot,
place, gdzie zachwyt sprzedawano
taniej niż poranną kawę.
Dziś chciałbym zamieszkać tam,
gdzie wieczór siada na płocie,
a wiatr pamięta imiona drzew.
Gdzie kos po deszczu
śpiewa rzeczy ważniejsze
od wiadomości ze świata.
Coraz bardziej słyszę ptaki.
Coraz mniej zachwyca mnie gwar.
Przeraża mnie szczęk pistoletów,
lód zastygły w ludzkich oczach
i ta chwila ciszy,
gdy człowiek opuszcza człowieka.
Bo wszystko już widziałem:
miasta większe od marzeń,
wojny mniejsze od ludzkiej pychy.
A teraz chciałbym jedynie
słuchać kosów po deszczu
i uczyć się twojego głosu
jak ostatniego języka,
którego warto nauczyć się na pamięć.