26.08.1992
Samotne znaki wyryte na drzewie
głucho świadczą o mojej krzywiźnie,
próbują wygładzać rzeczywistość
wiecznie rozdzieraną za plecami.
Ile bym dał, by stanąć na nogi,
znów dławić się dymem ogniska,
prowadząc dialog z płomieniem -
którego skóra wciąż się obawia.
Założę koronę z ubytków liści
i odzyskam choć cząstkę kontroli,
odciętej ode mnie przez tamtą stronę
bezkresnych dziecięcych drżeń.
Zdjęcie mojego autorstwa