Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
LessLove

LessLove

 

 

Raz,

        Trzy  słowa pierwsze… 

                                        znielubiły wiersze.

Porzuciły wieszcza całkiem rano jeszcze

Pomyślały sobie, wolne sobie zrobią,

Do jego wzdychania - wprost zionęły fobią.

 

Choć nie były wcale całkiem pełne zalet

Swoje zdanie miały, trwały przy nim dalej

Snuły referaty, bulle i „paszkwille”

W swoich głowach miały, nikt nie zliczy „ille.”

 

Poszły się wygadać całkiem prozaicznie

Mową nie wiązaną, ale całkiem ślicznie

Na koniec, najgłośniej krzyknęły przez szparę:

My nie pierwsze lepsze, bo my mamy talent!

 

On je zlekceważył, nie uważał wcale,

Lecz trzymał się stale w swoim interwale

Miotów gnuśnych myśli, skarbów wspaniałości

Cudów dla ludzkości… bez sierści i ości.

 

Nic dziwnego – w końcu - z domu się wyniosły.

Zza okna rzucały głosem dość doniosłym

Bez naszej pomocy niech mu życie leci!

Niech sam szuka weny, w kobiecie lub świecie!

 

A poeta… zaniemógł z tej rozłąki z nimi

Płakał, wzdychał, prychał słowami różnymi

W końcu nie miał komu czynić żadnej bury

Wyniósł w środku nocy wór makulatury.

 

Postanowił z nagła, prosto, prozaicznie

Zadbać o finanse, zmienić życie ślicznie

Bez żalu się rozstał z tą mową wiązaną

I wziął się za „prozę”… cyframi pisaną.

 

A słowa, te pierwsze, tuż, na parapecie

Po cichu, z miłością i w smętnym sekrecie

Nadal rozsnuwają marzenia najśmielsze

Marząc, że im okna uchyli ktoś jeszcze.

 

 

 

LessLove

LessLove

 

SŁOWA PIERWSZE - LEPSZE

Raz,

        Trzy  słowa pierwsze… 

                                        znielubiły wiersze.

Porzuciły wieszcza całkiem rano jeszcze

Pomyślały sobie, wolne sobie zrobią,

Do jego wzdychania - wprost zionęły fobią.

 

Choć nie były wcale całkiem pełne zalet

Swoje zdanie miały, trwały przy nim dalej

Snuły referaty, bulle i „paszkwille”

W swoich głowach miały, nikt nie zliczy „ille.”

 

Poszły się wygadać całkiem prozaicznie

Mową nie wiązaną, ale całkiem ślicznie

Na koniec, najgłośniej krzyknęły przez szparę:

My nie pierwsze lepsze, bo my mamy talent!

 

On je zlekceważył, nie uważał wcale,

Lecz trzymał się stale w swoim interwale

Miotów gnuśnych myśli, skarbów wspaniałości

Cudów dla ludzkości… bez sierści i ości.

 

Nic dziwnego – w końcu - z domu się wyniosły.

Zza okna rzucały głosem dość doniosłym

Bez naszej pomocy niech mu życie leci!

Niech sam szuka weny, w kobiecie lub świecie!

 

A poeta… zaniemógł z tej rozłąki z nimi

Płakał, wzdychał, prychał słowami różnymi

W końcu nie miał komu czynić żadnej bury

Wyniósł w środku nocy wór makulatury.

 

Postanowił z nagła, prosto, prozaicznie

Zadbać o finanse, zmienić życie ślicznie

Bez żalu się rozstał z tą mową wiązaną

I wziął się za „prozę”… cyframi pisaną.

 

A słowa, te pierwsze, tuż, na parapecie

Po cichu, z miłością i w smętnym sekrecie

Nadal rozsnuwają marzenia najśmielsze

Marząc, że im okna uchyli ktoś jeszcze.

 

 

 

×
×
  • Dodaj nową pozycję...