Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szanowny Panie Prezydencie,

Piszę do Pana list, i może go Pan przeczyta, jeśli znajdzie Pan parę chwil.

Właśnie mi doręczono Papiery z WKU: a więc idę na wojnę, jakoś w środę wieczorem mnie przyjdą wziąć pod but.

Ale Panie Prezydencie; ja nigdzie nie chcę iść! Nie jestem na tym świecie po to, by zabijać innych, czy za Ojczyznę się bić.

Nie chcę też Pana martwić, lecz muszę to powiedzieć; decyzję podjąłem dawno już: ja zdezerteruję - odkąd się urodziłem,umarł mi najpierw ojciec potem dwaj moi bracia; i żałoba po dzieciach; moja matka tak cierpiała, że to ją aż wpędziło w grób. Nic straszne jej te bomby,
Najwyżej te robaki...

Kiedy byłem w niewoli, odeszła ode mnie żona; postradalem zmysły i duszę; i wszystko, co kochałem...

Jutro z samego rana zabarykaduję drzwi; zamiast lat straconych, jest życie w drodze pisane mi: będę żebrać o franki na drogach Francji, od Bretanii do Prowansji, i będę wszystkim pokazywać ten list!

I mówić: Odmówcie posłuszeństwa! Nie idźcie na tę wojnę! Odmówcie wykonania..Mówcie, że chcecie żyć!

Jeśli ktoś ma przelać kreww tej wojnie, niech Pan utoczy swej! Bądź Pan sam jej apostołem, Panie Prezydencie, jeśli tak Pan tej wojny chce!

Jeśli będą mnie gonić, proszę ostrzec służby swe
(Jawne/Tajne/Dwupłciowe), że nie będę uzbrojony; lecz łatwo nie poddam się.


"Zaraz będę'

I.
Od chryzantemy do chryzantemy
Rozpadają się przyjaźnie
Od chryzantemy do chryzantemy
Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy...

 

Od chryzantemy do chryzantemy 
Inne kwiaty robią, co mogą
Od chryzantemy do chryzantemy 
Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok.

Zaraz będę, za chwil parę,
Ale tak bym chciał jeszcze
Zawlec znów swoje kości stare
Do słońca, aż do lata
Do wiosny, aż do jutra...


Zaraz będę, za chwil parę,


Ale tak bym chciał jeszcze
Zobaczyć raz, czy rzeka
Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka
Jest dalej przystanią, znów tam stanąć...

Zaraz będę, za  parę chwil
Ale dlaczego ja, czemu teraz
Dlaczego już i dokąd, po co mam iść ?

Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście,
Zawsze byłem tylko przybyszem...

Od chryzantemy do chryzantemy -
Za każdym razem czuję się bardziej samotnie
Od chryzantemy do chryzantemy 
Coraz będę bardziej nie do pary...

Zaraz będę, za chwilę.,.
Ale tak bym pragnął
Znów wsiąść w miłość, na gapę,
Jak wsiada się do pociągu,
By już nie być samotnym,
By być gdzieś indziej, czuć się dobrze...

Zaraz będę, za chwilę.,.
Ale tak bym pragnął
Znów gwiazdami nakarmić
Drżące ciało i paść martwy,
Spalony miłością jak słońcem, z sercem spopielonym..

Zaraz będę, za chwilę.,.
To nawet nie ty jesteś wcześniej
To ja już się spóźniłem

Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę
Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem?


Piszę powieść. Nota historyczna

W moim kuflu, piwo mgiełką oszronione
Intensywne, ciemne piwo wykwintne
A w  butelce gęsto odymionej
Czerwona róża w spokoju kwitnie

Przebijając się przez bitew gęstą mgłę,
Piszę powieść, bez dialogów
Skończę ją za chwilę, a może dwie
Od prologu aż do epilogu.

Każdy pisze tak, jak słyszy
Każdy  słyszy tak, jak  pisze,
Każdy pisze tak, jak czuje
A mój rym już ledwo dyszy,
Ale jeszcze raz spróbuję:

Nie pytaj, po co ta zabawa -
Natura działa zgodnie z planem
Co to za plan? Nie nasza sprawa!
Nie nam osądzać jej cel dane.

Z góry słońce świeciło jasno.
Ja, w mocnym ucisku natchnienia:
Rozważałem mój los - biedny, ale własny
Z niego czerpałem do mego tekstu wydarzenia,

Ale mimo to wciąż pytałem
O życia losy i bohaterów, i tchórzy
I ich własne racje; i się przebrałem
Za  majora służb na emeryturze.

Każdy pisze tak, jak słyszy
Każdy  słyszy tak, jak pisze,
Każdy pisze tak, jak czuje
A mój rym już ledwo dyszy,
Ale jeszcze raz spróbuję:

Nie pytaj,  po co ta zabawa -
Natura działa zgodnie z planem!
Co to za plan? Nie nasza sprawa!
Nie nam osądzać jej cel dane.

Powieść to coś więcej niż pół planu
Koncept to nie skończona bajka:
Więc dajcie mi pisać dzieje tych pań i panów,

Aż by mi stalówka zaschła...


I dopóki to butelka ciemna
Wciąż róży daje rozkwitać,
Dajcie mi czas, bym wywiódł z cienia
Słowa co zbyt długo są na złych kwitach.
.


 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...