Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wiesz, usiadłem znowu do pisania. Na stole pusta kartka. Długopis lezący obok… Nie. Nie tak.

Od początku. Pod palcami klawiatura.

W mżącym niebieskawym blaskiem ekranie niezapisana treść…

 

Co mam napisać?

Co?

 

Ty wiesz.

Przecież wiesz. Wiesz, prawda?

 

Czyhające puste otchłanie szalejącej ciszy. Otaczają mnie. Wciągają.

Skąd one napływają? Stąd?

Znikąd… Znad odległych łąk. Jak szybujące ptaki. Znad łąk i pól zamarłej wegetacji.

Znad pożółkłych traw… Znikąd. Znad lasu, którego horyzont ciemnieje kreską na skraju lata…

 

Znikąd…

Znikąd…

 

Tak jak i mnie

ciągną

donikąd.

 

One.

 

Te zmory cieniste.

 

Bezskrzydłe zwidy. Urojone widma. Jakieś senne imaginacje…

 

Jesteś tu jeszcze?

 

Bo nie wiem już sam do kogo te słowa kieruję.

Do siebie samego chyba.

Bądź do nikogo. Do niczego.

 

W noc idą ciemną. Idę naprzeciw deszczom,

kroplistym migotom gwiazd. W noc ciemną i pełną powietrza.

 

Wiatru, który

szeleści.

Który szumi i…

- kto tak pięknie gra?

 

Skąd płyną te dźwięki?Znad minionych epok dawnego życia...

Rwący nurt szumiącej w żyłach krwi. Przebija się pulsujący w uszach szum...

 

Więc i ja chyba sobie pójdę, wiesz?

 

Dokąd?

 

A dokądkolwiek. Dokądś. Gdzieś…

Gdzieś, gdzie nic.

Gdzie nic. Bądź nic. Bądź…

 

Mój oddech pełznie

po ścianach chłodnych.

 

Po ścianach. Pęknięciach. Brunatnych zaciekach.

 

Po rurach żeliwnych.

Po tej całej plątaninie martwych rur.

Po tym drzewie stojącym w kącie pokoju mojego jestestwa.

 

Po tych odnogach,

falujących

pajęczynach.

 

Po tych płachtach

drżących w powiewie.

 

Moje westchnienie

idące poprzez mury,

podłogi i szyby, których drżenie...

 

Których brzęk cichy błądzący niczym stłumiony w nas krzyk.

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-24)

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @karenka bardzo dziękuję za piękne słowa ♡
    • @Bożena De-Tre Oh...wow! Takiego komentarza się nie spodziewałem

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Bardzo dziękuję Pozdrawiam, G.
    • „Parkowy poeta”   Usiadł na ławce pośród starych kniei, gdzie park w zieleni szeptem koił świat. Z kieszeni wyjął notes pełen nadziei, by schwytać słowa, które niesie wiatr.   I wtedy usłyszał cichy, dziwny ton, jak gdyby ktoś mu czytał świeży wiersz. Nie było nikogo — tylko liści plon, co szeptem splatał niewidzialną pieśń.   Spojrzał wokół siebie w każdą stronę, lecz pustka tylko trwała pośród drzew. Czyżby gałęzie były ożywione? Czy las przemawiał? Czyż to jego śpiew?   Na tej ławce siadał przecież tyle lat, a dzisiaj park przemówił pierwszy raz, jakby otworzył jakiś tajny świat, skrywany cierpliwie po dzisiejszy czas.   Wyjął zielony notes, ołówek w dłoń i wsłuchał się w milczenie leśnych dróg. Natchnienie miękko spłynęło niczym toń, jak dar, który nagle zesłał mu Bóg.   Lecz znów usłyszał niewyraźny szept, rozglądał się daremnie poprzez gęsty cień, jakby ktoś obok cicho składał rym, a park odpowiadał jemu w liści drżeń.   — To zwidy chyba... albo leśny czar? — Chochliki stroją sobie ze mnie żarty? Pytał ciszę, zapatrzony w lasu jar, lecz echo wróciło w swój notes otwarty.   Gdy wszystko ucichło, westchnął cicho sam: „To tylko wyobraźni cichy głos.” I wzrok uniósł ku niebu ponad las, gdzie obłok niósł poezji lekki los.   Wtem przyszła myśl jak jasny letni brzask, a ołówek zatańczył w jego dłoni. „Szła ścieżką dziewczyna, piękna niczym blask, którą poranek w złotych barwach chronił.   Mówiła wierszem, jakby każdy krok był nutą zapisaną w leśnym śnie. Deszcz ozdabiał jej włosy, zakręcając lok, a słońce wplotło tęczę w jej jasny dzień.   Szła coraz wolniej poprzez mokry szlak, gdzie błoto więziło zmęczone nogi. Już nie płynęła lekko niczym ptak, lecz brnęła cicho przez leśne bezdrogi.”   Nagle poeta ocknął się ze snu, uśmiech rozjaśnił zamyśloną twarz. — Już wiem, kto szeptał tutaj pośród drzew... — To wena ci przyszła, właśnie ją masz.   Choć dzisiaj rymy były ciężkie jak kamień, a wers nie zawsze trafiał prosto w cel, to zabrał z parku przesłanie natchnień, by w domu stworzyć poetyczną biel.   Leszek Piotr Laskowski
    • @karenkaDziękuję 
    • @andrew Dziękuję za zaproszenie. :) Bardzo mi miło, że mój wiersz doczekał się własnej odpowiedzi. Pozdrawiam serdecznie! :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...