Poe.
formalnie drugi raz podchodzę do Twojego wiersza tylko tym razem z nieco innej perspektywy.
tym razem czytam go jako bardzo świadome odcięcie się od pewnego modelu "prawdy doświadczenia” który w polskiej literaturze został skodyfikowany między innymi przez model w którym intensywność musi skończyć się rozpadem, a autentycznosć jest niemal nierozrożnialna od autodestrukcji.
tu ten wektor zostaje odwrócony:l bo napięcie nie prowadzi do implozji, tylko zostaje utrzymane w ruchu, jakby jego przeznaczeniem nie była kulminacja, lecz trwanie,
dlatego bliżej mi tu do pewnej " ontologii bycia w przejściu” niż do narracji granicznego aktu.
most, wiadukt, tunel to nie są miejsca zdarzenia, tylko struktury pomiędzy, które nie pozwalają się zamknąć w stabilnej (pewnej) formie.
w tym sensie Twój tekst myśli przestrzenią !!!
nie jako tłem, ale sposobem istnienia.
'formatowanie wieczności” brzmi tu jak trafna ironia wobec wszelkich projektów domknięcia , zarówno tych wielkich historycznych, jak i tych prywatnych literackich.
mógłbym powiedzieć (ryzykując pewne uproszczenie) że to ruch bliższy temu, co nazywałby nieustannym byciem w drodze, niż temu, co próbuje ustanowić trwałą forme sensu.
najciekawsze jest jednak to, że Twój wiersz nie tyle neguje intensywnosc, ile odmawia jej finału.
"pryszczaci” nie są tu już figurą niedojrzałości tylko stanem bycia, które nie chce zostać zamknięte ani w estetyce buntu, ani w estetyce spełnienia .
i może właśnie dlatego ten tekst działa !!!
bo w miejscu, w którym literatura często wybiera albo eksplozję, albo formę, on wybiera trzecią możliwość tzn. ruch, który nie daje się zatrzymać bez utraty własnej prawdy.
napisałem to troche ryzykownie......ale wiesz Poe, że prawdziwie:)
ja też Steda uwielbiam!!!