noc ścieka po ścianach jak brudna woda
światło co kilka metrów zacina się
jakby ktoś dławił je od środka
powietrze jest ciężkie
pełne rdzy i twojego zapachu
który drażni płuca bardziej niż pył
stoisz oparta o beton
zimny kamień pije ciepło z twoich pleców
podchodzę tak blisko
że przestrzeń między nami zaczyna parzyć
ściany przesuwają się o milimetry
zamykają nas w klatce z dreszczy
twoje spojrzenie nie pyta o drogę
rozpruwa mnie jak stalowa lina
szarpnięta w ciemności
aż do szpiku
gdzie krew kipi gęściej
niż rzeka nad nami
kropla spada z sufitu
rozbija się na twoim obojczyku
dźwięk jest jak wystrzał
widzę jak drżysz
twoje palce nie dotykają mnie jeszcze
ale kreślą na powietrzu mapę mojego pożądania
skóra reaguje jak podpalona
bez płomienia
bez ratunku
tunel zaczyna oddychać naszym rytmem
płytko
zachłannie
gdzieś daleko przechodzi pociąg
ziemia drży pod stopami
a ja chwytam tę wibrację w twoich biodrach
jesteś młotem który miażdży we mnie powietrze
aż krew zmienia się w płynną stal
a każdy mój ruch
rozgrzewa nas do białości – jak tarcza tnąca zbrojenia
nie ma już nas
jest tylko zwarcie dwóch gołych przewodów w kałuży strachu
jesteś tektonicznym uskokiem
w który wpadam bez krzyku
a twój język w moich ustach
smakuje jak nadchodząca katastrofa
słodka żelazna i ostateczna
świat traci równowagę
i niech ginie
teraz
znikają granice
twoje ciepło napiera jak fala
która chce skruszyć ten beton
moje dłonie nie szukają zgody
wbijają się w ciebie jakby chciały odzyskać żebro
z którego cię ulepiono w pierwszej sekundzie świata
wchodzę w ciebie
jak wysokie napięcie w nienasyconą próżnię
rozsadzam twoją krew od środka
aż stajesz się płynnym ogniem pod moimi palcami
stopem który zastyga w ostatecznym skurczu
nie ma zasad
nie ma "poczekaj”
jest tylko opór twoich warg
i twardość ściany za twoją głową
oddech miesza się z oddechem
wilgotny
gęsty od niewypowiedzianych słów
mieszamy się w sobie jak dwie gęste podziemne rzeki
których nie da się już rozdzielić
ściany są już przy nas
stają się naszą skórą
nie ma już zimna
nie ma tunelu
jest tylko to napięcie
które rozrywa gwinty
kiedy miasto nade mną przestaje istnieć
zostaje puls
dziki czarny wbity w ściany tak mocno
że kiedy stąd wyjdziemy
ten tunel jeszcze przez tydzień będzie krwawił naszym imieniem
zmiażdżyliśmy ten beton
zostaliśmy tylko my - naga wściekła krew
która rozsadziła tamę nocy