fosfeny
przejdzie świt na który czekałem
przejdzie ta która będzie wiedzieć
przeminą wieczory deszcz skreślać
przestanie
kręgi światła latarń drży pole przy polu
w sadach ponad miastem wstanie dzień
w który się nie wsunę przetoczy się sen
za którym pofrunę
będzie lato
kwiaty wzbiorą pod językiem
kiedy cię usłyszą
pachnie jak petrichor
zmierzch spadnie choć będę
odginał mu palce znikną ślady
ale palić nie przestaną pręgi
oczy zgasną z oknami kamienic
wybije mi północ choć
minie południe