Piwnica szklącej wody
Odbija od swoich ścian liście
Ciężko unieść dłoń do góry
Ponad lustrzane odbicie
Tak mi głucho
Na wierzch wypływam ciałem
Ucieleśniam się wraz z wodą
którą podążać muszę
Mrok ma swój własny środek
Gdzie łabędzie w głąb wpływają
Schwytałam jednego z nich
Po kolana w mroku tonąc
Napatoczyłam pajęczyny
Zwiędłam wraz z korzeniami
Niczym drzewo nasycona
Zbladłam i upadłam
Zanoszę swój gromki płacz
W przestrzenie tej piwnicy
Tam gdzie każdy łabędź łka
Łkam i ja, nie mogąc się poruszyć
Fale wód co pióra niesiecie
Do ludzkich serc
Wyblakłych na czerstwym słońcu
Zanieście i mój marny głos
Przyszedł kres, a mój szept
Nieustannie łka w łabędzi puch
Nieście mnie do opamiętania
Samotnie nie poruszę ramion wód