kocham cię
na pamięć
bez zabezpieczeń
serce samo wie
gdzie się położyć
czekam
jak ziemia po pierwszym cieple
która pamięta deszcz
i otwiera się powoli
nie z bólu
tylko z tego drżenia pod spodem
twoje imię noszę pod językiem
łyk wody
którą chce się pić z twoich ust
pod paznokciami zbieram twój brak
jak pył który osiada
na dnie niewypowiedzianych słów
to coś
co chce zostać
zanim stanie się głosem
jeszcze cię nie ma
a ja już robię miejsce w oddechu
między jednym a drugim uderzeniem
po ciepłej stronie łóżka
która uczy się twojego kształtu
za oknem miasto wyostrza kanty betonu
o cudze źrenice
świat mięknie bez powodu
noc nie jest ciężka
tylko głęboka
wie
że zaraz w nią wejdziesz
krew przestaje
należeć do mnie
tętni twoim imieniem
zanim je wypowiem
kiedy przyjdziesz
nie pytaj
połóż dłoń i zobacz
jak rozpuszczam się w tobie
jakby granica między nami
była tylko przesłyszeniem
aż do prawdy
kocham cię
jak światło
które nie musi dotykać skóry
żeby ją ogrzać
bez pośpiechu
stając się ciszą
w której mieści się
wszystko