Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

 

 

 

kocham cię

bez zabezpieczeń
na wpół przytomnie
jakby serce samo wiedziało
gdzie się położyć

czekam

jak ziemia po pierwszym cieple
która pamięta deszcz
i otwiera się powoli
nie z bólu
tylko z tego drżenia pod spodem

twoje imię noszę pod językiem
łyk wody
którą chce się pić z twoich ust

to coś
co chce zostać
zanim stanie się głosem

jeszcze cię nie ma
a ja już robię miejsce w oddechu
między jednym a drugim uderzeniem

po ciepłej stronie łóżka
która uczy się twojego kształtu

za oknem miasto tnie powietrze
kantami betonu
wszystko jest domknięte na zatrzask
sztywne od cudzych źrenic

świat mięknie bez powodu
noc nie jest ciężka
tylko głęboka

wie
że zaraz w nią wejdziesz

krew przestaje
należeć do mnie
gęstnieje w twoim imieniu
wcześniej niż ja sam

kiedy przyjdziesz
nie pytaj

połóż dłoń i zobacz
jak rozpuszczam się w tobie
jakby granica między nami
była tylko błędem

aż do prawdy

kocham cię
jak światło
które nie musi dotykać skóry
żeby ją ogrzać

bez pośpiechu

stając się ciszą
w której mieści się
wszystko

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

 

 

 

 

 

kocham cię

bez zabezpieczeń
na wpół przytomnie
jakby serce samo wiedziało
gdzie się położyć

czekam

jak ziemia po pierwszym cieple
która pamięta deszcz
i otwiera się powoli
nie z bólu
tylko z tego drżenia pod spodem

twoje imię noszę pod językiem
łyk wody
którą chce się pić z twoich ust

to coś
co chce zostać
zanim stanie się głosem

jeszcze cię nie ma
a ja już robię miejsce w oddechu
między jednym a drugim uderzeniem

po ciepłej stronie łóżka
która uczy się twojego kształtu

za oknem miasto tnie powietrze
kantami betonu
wszystko jest domknięte na zatrzask
sztywne od cudzych źrenic

świat mięknie bez powodu
noc nie jest ciężka
tylko głęboka

wie
że zaraz w nią wejdziesz

krew przestaje
należeć do mnie
gęstnieje w twoim imieniu
wcześniej niż ja sam

kiedy przyjdziesz
nie pytaj

połóż dłoń i zobacz
jak rozpuszczam się w tobie
jakby granica między nami
była tylko błędem

aż do prawdy

kocham cię
jak światło
które nie musi dotykać skóry
żeby ją ogrzać

bez pośpiechu

stając się ciszą
w której mieści się
wszystko

 

 

Migrena

Migrena

 

 

 

 

 

kocham cię

bez zabezpieczeń
na wpół przytomnie
jakby serce samo wiedziało
gdzie się położyć

czekam

jak ziemia po pierwszym cieple
która pamięta deszcz
i otwiera się powoli
nie z bólu
tylko z tego drżenia pod spodem

twoje imię noszę pod językiem
łyk wody
którą chce się pić z twoich ust

to coś
co chce zostać
zanim stanie się głosem

jeszcze cię nie ma
a ja już robię miejsce w oddechu
między jednym a drugim uderzeniem

po ciepłej stronie łóżka
która uczy się twojego kształtu

za oknem miasto tnie powietrze
kantami betonu
wszystko jest domknięte na zatrzask
sztywne od cudzych źrenic

świat mięknie bez powodu
noc nie jest ciężka
tylko głęboka

wie
że zaraz w nią wejdziesz

krew przestaje
należeć do mnie
gęstnieje w twoim imieniu
wcześniej niż ja sam

kiedy przyjdziesz
nie pytaj

połóż dłoń i zobacz
jak rozpuszczam się w tobie
jakby granica między nami
była tylko błędem

aż do prawdy

kocham cię
jak światło
które nie musi dotykać skóry
żeby ją ogrzać

bez pośpiechu

stając się ciszą
w której mieści się
wszystko

 

 

 




×
×
  • Dodaj nową pozycję...