ich samochód nie jest pojazdem
jest decyzją życiową podjętą pod wpływem chwilowego optymizmu i złych znajomych
stoi pod blokiem jak wyrzut sumienia na czterech kapciach
jak pies który zjadł właściciela
i teraz tylko warczy kluczykiem
lakier ma w kolorze "jeszcze pojeździ”
a maskę zamyka się na wiarę i dwa razy z przyzwyczajenia
rano odpala tylko wtedy kiedy nie muszą nigdzie jechać
kiedy naprawdę muszą milczy
z miną filozofa który właśnie udowodnił że sens nie istnieje
kluczyk przekręca się w stacyjce jak pytanie bez odpowiedzi
rozrusznik kaszle
akumulator modli się o śmierć
a kontrolki zapalają się wszystkie naraz
jakby ktoś właśnie ogłosił koniec świata w języku ikon
kontrolki nie informują
one oceniają
check engine
czyli: " sprawdź siebie”
abs
czyli: " brak przyczepności do sensu”
airbag
czyli: "przytul się na koniec”
ich samochód ma w sobie coś z toksycznego partnera
obiecuje że się zmieni
po czym gaśnie na środku skrzyżowania
zostawiając ich na pastwę klaksonów
i cudzych opinii
silnik nie pracuje - on składa zeznania każdy tłok wali w blok z taką furią
jakby próbował wybić alfabetem Morse'a prośbę o azyl
w najbliższym punkcie skupu złomu
to nie jest praca mechanizmu
to jest agonia orkiestry dętej która spadła ze schodów razem z instrumentami
czasem jedzie
o tak
jedzie z taką dumą
jakby był ostatnim sprawnym egzemplarzem swojej epoki
pierwszy zakręt bierze sam
jakby im nie ufał
siedzącym jak mumie w okularach przeciwsłonecznych i udających że
prowadzą Ferrari
kierownica zawsze kręci nimi
nigdy odwrotnie
mruczy
sunie
nawet radio Safari łypie na nich
zadziornie jednym okiem
i czasem samo się włączy ale zawsze tylko z prognozą dla rybaków
a oni przez chwilę wierzą
że to wszystko ma sens
ale to tylko wstęp do zdrady
bo nagle przy osiemdziesięciu zaczyna drżeć
jakby przypomniał sobie wszystkie swoje poprzednie życia
kierownica bije jak serce po kawie i rozwodzie
hamulec reaguje z opóźnieniem godnym urzędu
a skrzynia biegów zmienia zdanie w połowie zdania
ich samochód potrafi zgasić silnik w trakcie jazdy
jakby ktoś wyłączył im narrację
i zostawił tylko efekt dźwiękowy paniki
na desce rozdzielczej świeci się coś
zawsze coś
ikonka która nie istnieje w instrukcji
symbol przypominający krzyżówkę czajnika z katastrofą lotniczą
mechanik mówi że to nic takiego
z uśmiechem człowieka który właśnie kupił nowe wakacje za ich strach
bo ich samochód zna mechanika
lepiej niż oni
znają się dobrze
mają układ
milczący
lepki
zbudowany na częściach zamiennych i półprawdach
oddają go do warsztatu jak dziecko do poprawczaka
a on wraca gorszy
bogatszy o nowe objawy
których wcześniej nie było w ofercie
mechanik mówi
to było do zrobienia
to też wyszło przy okazji
a to zaraz wyjdzie
i najlepiej zrobić już teraz
bo potem będzie drożej
ich samochód słucha tego zza ściany
i uśmiecha się olejem
rdza nie jest tu usterką
ona jest jedynym spoiwem
które trzyma ten teatr cieni w całości
ten samochód to właściwie tlenek żelaza który siłą woli i czarnej magii
zachowuje kształt kombi
gdyby kiedykolwiek przestał rdzewieć
rozpadłby się na asfalcie jak garść konfetti po nieudanym weselu
ich jedynej córki
tłumik wisi na drucie wiązałkowym i nadziei
że patrol policji akurat będzie patrzył w drugą stronę
kiedy mu dolewają oleju mlaska zadowolony
a z rury wydechowej wypuszcza czarny gęsty kaszel
jakby właśnie wypalił paczkę najtańszych papierosów Sport
prosto w płuca osiedla
ten samochód nie spala benzyny
on spala ich czas
ich przyszłe urlopy i szanse na spokojną starość
przerabiając marzenia na błękitną chmurę toksycznego wstydu
wlew paliwa jest jak usta starca
który już nic nie czuje
pobiera haracz w litrach
a potem wypluwa go pod siebie na kostkę brukową
znacząc teren jak chory pies
który boi się że zapomną
do kogo należy ten kawałek betonu
bagażnik domyka się tylko na nienawiść - trzeba w niego uderzyć z taką siłą jakby się chciało raz na zawsze dobić to zwierzę
czasem nie otwiera drzwi
pilot działa tylko kiedy nie patrzą
szyba opuszcza się do połowy
i zatrzymuje jak człowiek który zapomniał po co żyje
wycieraczki włączają się same
w słoneczny dzień
jakby chciały coś zetrzeć z rzeczywistości
ich samochód ma też dni religijne
wtedy zapala wszystkie kontrolki naraz
jak świeczki w kaplicy awarii
i czeka aż uwierzą
na stacji benzynowej pije więcej niż oni
kiedy wkładają pistolet w dziurę wlewu
ich samochód nie tankuje
on przyjmuje komunię z ołowiu i podatków mlaskając przy tym z taką lubością że oni wstydzą się patrzeć w oczy pracownikowi stacji
to nie jest uzupełnianie płynów
to jest przelewanie krwi z ich konta prosto w czarną dziurę
która na pożegnanie
zawsze puszcza im bąka z rury wydechowej
jest zachłanny
bez wdzięczności
a potem i tak twierdzi że jest głodny
bo wskazówka paliwa żyje własnym życiem
raz pokazuje pół
raz pustkę
raz coś pomiędzy nadzieją a bankructwem
ich samochód wie kiedy mają pieniądze
i właśnie wtedy się psuje
z precyzją chirurga i sercem złodzieja
wyciąga z ich portfeli banknoty jak tasiemiec który zadomowił się w układzie wydechowym
i tyje podczas gdy oni chudną z nerwów przed każdym czerwonym światłem
na parkingu stoi spokojnie
udaje niewinność
lakier odbija światło jakby
nic nigdy nie zrobił
a oni patrzą na niego
i wiedzą
że to kłamstwo
bo to nie oni nim jeżdżą
to on używa ich
do przemieszczania własnych problemów z punktu a do punktu b
czasem myślą żeby go sprzedać
pozbyć się
uciec
ale wtedy odpala od pierwszego
jedzie idealnie
cisza
płynność
nawet hamulec łapie jak trzeba
jakby mówił
spróbujcie
więc zostają
bo ich samochód jest jak związek którego nikt już nie pamięta jak zaczął
ale wszyscy wiedzą
że nie skończy się dobrze
a mimo to codziennie do niego wsiadają
jak do małej prywatnej katastrofy
która pachnie benzyną
i obietnicą
że może tym razem
tylko tym razem
nie zrobi z nich idiotów
i oczywiście robi