Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 



plaża była pusta
rozciągnięta jak język
sucha od słońca i wiatru

ona miała sól na ustach
i oczy zbyt jasne
jakby widziały więcej niż trzeba

on niósł w sobie noc
ciężką
jeszcze nie do końca przeżytą

piasek parzył stopy
wchodził między zęby
zgrzytał w środku

szli za daleko
tam gdzie nie było już śladów
tylko wiatr
i własny oddech

dotknął jej nagle
jakby coś w nim pękło
bez ostrzeżenia

odpowiedziała od razu
jak ogień
który nie ma już powrotu

ich ciała nie były delikatne
ścierały się
jak kamienie mielone w gardle rzeki

sól wchodziła w skórę
w oczy
w usta

wszystko szczypało
wszystko było za bardzo

on wbijał dłonie w jej plecy
jakby chciał się utrzymać
przy czymś żywym
jakby pod skórą było coś
co mogło go ocalić

ona ciągnęła go niżej
w piasek
w siebie
w ciemniejsze miejsce

nie było rytmu
tylko uderzenia
nierówne
głodne

krew przyspieszała
szarpała się
jak zwierzę zamknięte w za małym ciele

morze obok
uderzało i cofało się
jakby coś pamiętało
ale nie chciało powiedzieć

krzyknęła raz
krótko
jak przecięcie

potem już tylko oddechy
ciężkie
rozbite

leżeli długo
lepcy od soli i piasku
jak po walce

słońce wypalało z nich resztki myśli

nie patrzyli na siebie
bo było za blisko

fala doszła wyżej
dotknęła ich stóp
zimna
obca

jakby coś sprawdzało
czy jeszcze żyją

i kiedy wstali
nie byli już tacy sami

jakby morze coś z nich zabrało

i zostawiło miejsce
które nie chciało się zamknąć

 

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

 

 



plaża była pusta
rozciągnięta jak język
sucha od słońca i wiatru

ona miała sól na ustach
i oczy zbyt jasne
jakby widziały więcej niż trzeba

on niósł w sobie noc
ciężką
jeszcze nie do końca przeżytą

piasek parzył stopy
wchodził między zęby
zgrzytał w środku

szli za daleko
tam gdzie nie było już śladów
tylko wiatr
i własny oddech

dotknął jej nagle
jakby coś w nim pękło
bez ostrzeżenia

odpowiedziała od razu
jak ogień
który nie ma już powrotu

ich ciała nie były delikatne
ścierały się
jak kamienie mielone w gardle rzeki

sól wchodziła w skórę
w oczy
w usta

wszystko szczypało
wszystko było za bardzo

on wbijał dłonie w jej plecy
jakby chciał się utrzymać
przy czymś żywym
jakby pod skórą było coś
co mogło go ocalić

ona ciągnęła go niżej
w piasek
w siebie
w ciemniejsze miejsce

nie było rytmu
tylko uderzenia
nierówne
głodne

krew przyspieszała
szarpała się
jak zwierzę zamknięte w za małym ciele

morze obok
uderzało i cofało się
jakby coś pamiętało
ale nie chciało powiedzieć

krzyknęła raz
krótko
jak przecięcie

potem już tylko oddechy
ciężkie
rozbite

leżeli długo
lepcy od soli i piasku
jak po walce

słońce wypalało z nich resztki myśli

nie patrzyli na siebie
bo było za blisko

fala doszła wyżej
dotknęła ich stóp
zimna
obca

jakby coś sprawdzało
czy jeszcze żyją

i kiedy wstali
nie byli już tacy sami

jakby morze coś w nich zabrało

i zostawiło miejsce
które nie chciało się zamknąć

 

 

 

 

 

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...