Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
Bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?

Czy się czujesz - jak u siebie?

 

Co tam robisz tak na co dzień?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
W chmurach się przepracowujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo w tym śnie nie było babci.

Tato odszedł w Twoje ślady,
babcia, wujek, ciocia Gienia.

Coraz więcej Was po tamtej -

nie ogarniam już istnienia.

Gdzie Was wszystkich niebo mieści
od pierwszego pokolenia?

 

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
Bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?

Czy się czujesz - jak u siebie?

 

Co tam robisz tak na co dzień?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
W chmurach się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo w tym śnie nie było babci.

Tato odszedł w Twoje ślady,
babcia, wujek, ciocia Gienia.

Coraz więcej Was po tamtej -

nie ogarniam już istnienia.

Gdzie Was wszystkich niebo mieści
od pierwszego pokolenia?

 

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
Bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?

Czy się czujesz - jak u siebie?

 

Co tam robisz tak na co dzień?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo w tym śnie nie było babci.

Tato odszedł w Twoje ślady,
babcia, wujek, ciocia Gienia.

Cała masa istnień wszelkich...

Wyobraźnia mnie uwiera.
Gdzie Was wszystkich niebo mieści
od pierwszego pokolenia?

 

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?

Czy się czujesz - jak "u siebie"?

 

Co tam robisz tak na co dzień?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo w tym śnie nie było babci.

Tato odszedł w Twoje ślady,
babcia, wujek, ciocia Gienia.

Cała masa istnień wszelkich...

Wyobraźnia mnie uwiera.
Gdzie Was wszystkich niebo mieści
od pierwszego pokolenia?

 

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?

Czy się czujesz - jak "u siebie"?

 

Co tam robisz tak na co dzień?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo w tym śnie nie było babci.

Tato odszedł w Twoje ślady,
babcia, wujek, pokolenia.
Gdzie Was wszystkich upychają?
Wyobraźnia mi uwiera:
taka masa wszelkich istnień
od pierwszego pokolenia.

 

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?

Czy się czujesz - jak "u siebie"?

 

Co tam robisz tak na codzień?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo tym śnie nie było babci.

Tato odszedł w Twoje ślady.
babcia, wujek, pokolenia.
Gdzie Was wszystkich upychają?
Wyobraźnia mi uwiera:
taka masa wszelkich istnień
od pierwszego pokolenia.

 

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?

Czy się czujesz - jak "u siebie"?

 

Co tam robisz całe wieki?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo nie było w śnie tym babci.


Tato odszedł w Twoje ślady,

a w Twym raju pusto było. 

Owszem: schludnie i sterylnie,

jasno, czysto, lecz czy miło?
Jakby czegoś brakowało,
nawet tam, wysoko

 

w niebie.

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wszedłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi,
Czy tam w niebie czas zastyga?
bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu, ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto tam czyści buty w niebie?

Czy się czujesz, jak "u siebie"?

 

Co tam robisz całe wieki?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo nie było w śnie tym babci.


Tato odszedł w Twoje ślady,

a w Twym raju pusto było. 

Owszem: schludnie i sterylnie,

jasno, czysto, lecz czy miło?
Jakby czegoś brakowało,
nawet tam, wysoko

 

w niebie.

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wszedłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi,
Czy tam w niebie czas zastyga?
bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu, ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto tam czyści buty w niebie?
Czy nie tęsknisz hen, za nami?

 

Co tam robisz całe wieki?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo nie było w śnie tym babci.


Tato odszedł w Twoje ślady,

a w Twym raju pusto było. 

Owszem: schludnie i sterylnie,

jasno, czysto, lecz czy miło?
Jakby czegoś brakowało,
nawet tam, wysoko w niebie.

beta_b

beta_b

Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.

Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wszedłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi,
Czy tam w niebie czas zastyga?
bo tu u nas szybko mija.

Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu, ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto tam czyści buty w niebie?
Czy nie tęsknisz hen, za nami?

 

Co tam robisz całe wieki?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
Czy się przepracowywujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo nie było w śnie tym babci.


Tato odszedł w Twoje ślady,

a w tym raju pusto było. 

Owszem: schludnie i sterylnie,

jasno, czysto, lecz czy miło?
Jakby czegoś brakowało,
nawet tam, wysoko w niebie.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @jjzielezinski , dziękuję :)
    • @Łukasz Jurczyk   Bardzo dziękuję!  Tak zrobię - potrzebuję dużo miejsca. :)  Serdecznie pozdrawiam. 
    • @viola arvensis Przepiękny i prawdziwy wiersz Wiolu. W istocie, czasami jedyne co można zrobić to modlić się za tych co potrzebują, w nadziei że Pan Bóg zamieni "Szawła" w "Pawła", a potem wykorzysta to jako swoje narzędzie w walce ze złem. W każdym razie ja zawsze mam taką nadzieję modląc się. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński P.S. Czy tam w ostatnim wersie nie powinno być przypadkiem "modlitwą" zamiast "modlitwa"?
    • „Kiedy płakała”   Płakała. Głos nie mieścił się w ciele. Przepona zaciskała dłonie na szyi słów. Rozpacz rozdzierała powietrze. Oczy patrzyły do środka. Przypominały sobie nieszczęście, które weszło w pole.   „Kiedy kopała”   Schyliła się. Plecy pokłoniły się ziemi. Twarz napełniła się pracą, a skupienie wodziło po zagonach. Palce, nieruchome w ścisku, zrastały się z grudą. W oczach podniesionych do nieba rodziła się ulga i uśmiech. „Kiedy siedziała”   Siedziała. Jej ciało miarowo zlewało się z cieniem. Westchnieniem przecinała bezruch. Zamykała osę w szklance bez drżenia. Jaśmin zostawał w powietrzu. „Kiedy wybierała”   Wybrała ją. Dzień wcześniej upatrzyła sobie jej krągłe ciało i szybkie nogi. Rankiem otworzyła drzwi, by ta ostatni raz dotknęła zielonego poranka. W objęciach nieczułych ułożyła głowę jej na boku. W miodowych oczach zatrzymał się promień. Krew przytuliła policzek do wilgotnej ziemi. Miodowe oczy dalej patrzyły na słońce.
    • @Łukasz Jurczyk   Narratorem jest żołnierz , a więc  ten co nadstawia karku.   W świecie antycznym pancerz lniany był powszechny, ale wiersz mówi o o słowie, które zatrzymuje strach, który jest groźniejszy od ostrza, bo paraliżuje przed walką.   „Skłam mi prosto w oczy” - żołnierz nie szuka prawdy, a Arystandra nadworny wróżbita Aleksandra Wielkiego - staje się tu kimś w rodzaju psychologa. Narrator wie, że obietnica życia może być kłamstwem, ale akceptuje je, by „unieść tarczę”. Bez nadziei tarcza staje się zbyt ciężka.   Bardzo ciekawy jest motyw "ciszy bogów" - egzystencjalny. Najgorsza nie jest śmierć, ale poczucie, że niebo jest puste, a za cierpieniem nie stoi żaden plan.   W końcu narrator narrator dystansuje się od „Wielkiego Wodza” , który wie, że armia bez złudzeń to tylko tłum skazańców.   Ostatnia strofa jest świetnym domknięciem - wróżbita musi dźwigać ciężar złych znaków sam. Jeśli on pęknie i wyzna prawdę o nadchodzącej klęsce, pęknie cała armia.   Niesamowite studium o mechanice władzy - manipulacji i ukrywaniu prawdy.   I jakże aktualne!   Dym z ołtarza. Zasłania horyzont, na którym widać śmierć.     Pytamy ptaków o drogę. Lecą tam, gdzie zawsze, ale my widzimy znak.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...