Dobrze radzisz sobie w niebie:
żywe kwiaty, jest porządek,
biały dywan na podłodze.
A to przecież nie początek -
bo już dziadku tyle lat,
jak odszedłeś w tamten świat.
Nic się dziadku nie zmieniłeś,
choć minęły prawie wieki.
Wpadłeś tak zapracowany,
jak pamiętam Ciebie z ziemi.
Czy tam w niebie czas zastyga?
Bo tu u nas szybko mija.
Biały dywan na podłodze —
nie ma piachu ani krztyny.
A pamiętam, jak wchodziłeś
z dworu butami brudnymi.
Kto Ci czyści buty w niebie?
Czy się czujesz - jak u siebie?
Co tam robisz tak na co dzień?
Czas inaczej tam pracuje?
Tak lubiłeś stawiać domy.
W chmurach się przepracowujesz?
Kto gotuje Ci obiadki,
bo w tym śnie nie było babci.
Tato odszedł w Twoje ślady,
babcia, wujek, ciocia Gienia.
Coraz więcej Was po tamtej -
nie ogarniam już istnienia.
Gdzie Was wszystkich niebo mieści
od pierwszego pokolenia?