Czasem przychodzi słowem lekkim
wciśniętym w dialog o pogodzie.
Zakwita jak biała suknia
udrapowana na gałęzi wiśni.
Słyszysz go dźwiękiem niedzieli
przy porannej kawie.
Zamykasz w dłoni
czarnym koralikiem…
i zostajesz drogą.
Czasem przychodzi słowem lekkim
wciśniętym w dialog o pogodzie.
Zakwita jak biała suknia
udrapowana na gałęzi wiśni.
Słyszysz go dźwiękiem niedzieli
przy porannej kawie.
Zamykasz w dłoni
czarnym koralikiem…
i zostajesz drogą.
Czasem przychodzi słowem lekkim
wciśniętym w dialog o pogodzie.
Zakwita jak biała suknia
udrapowana na gałęzi wiśni.
Słyszysz go dźwiękiem niedzieli
przy porannej kawie.
Zamykasz w dłoni
jak czarny koralik
i zostajesz drogą.
Czasem idę
i widzę twój największy ból
nie masz siły latać
bo wiesz, że to nie pomaga
kruszą się mury
niegdyś potężne
a ból rozwija się, jak epidemia
wiem, że nie możesz płakać
wiem, że musisz odejść
wtedy rozrywa się mgła
i odchodzimy od siebie
może na chwilę
może na dłużej
ale gdy wrócimy będzie lepiej?
tego nie mogę ci obiecać.