Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

 

 

 

nie było momentu

było nagłe rozhermetyzowanie sensu
w połowie słowa

zostałem
jak organ
którego ciało już nie potrzebuje

twoja nieobecność
ma temperaturę ciała
siada naprzeciwko
i powoli przepisuje mnie na siebie

a ja wypluwam składnię
która smakuje obcym metalem
jakby moje usta były tylko
głośnikiem dla cudzego nagrania


spokój nie zniknął
został wycofany z obiegu
został tylko jego brak

gęsty
pracujący pod skórą
jak cisza
która przeżyła własny powód

dzień mnie nie budzi
dzień mnie znajduje
w martwym punkcie mechanizmu
między sprzężeniem ''po co''
a atrapą jutra
która przestała mrugać

miejsca po tobie
nie są ranami
rany mają kierunek

to jest otwarcie
które nie prowadzi nigdzie

nic się nie goi
bo nie ma już
co wracać do całości

jest tylko trwanie
wysokie napięcie bez źródła

materac ma pamięć kształtu
ale brakuje mu danych
co noc próbuje nas ulepić z kurzu i potu
wypluwając błąd za błędem
jak drukarka 3D
karmiąca się własnym odpadem


świat działa dalej
to jest jego najgorsza właściwość

ludzie mówią
język jeszcze im wierzy

rzeczy trwają w rygorze
nieludzkiej geometrii


tylko ja
zostałem przesunięty poza siebie
wypatroszono mnie z treści
zostawiono oprzyrządowanie

serce to tylko awaryjne zasilanie
pustego hangaru

myśli to pętla w martwym kodzie
nadpisują próżnię
która nie zostawiła nawet cienia

oddech
plądruje mi klatkę piersiową
jak szabrownik 
w domu
w którym wyniesiono już nawet ściany


czas nie płynie
czas naciska

rozciąga mnie wzdłuż sekund
aż zaczynam się rozszczepiać
i w tym stanie
jeszcze jestem tylko szumem
w miejscu, gdzie kiedyś stał człowiek
zakłóceniem, którego nikt
nie zamierza naprawić

 

 

 

 

 

 

 

 

Migrena

Migrena

nie było momentu

było nagłe rozhermetyzowanie sensu
w połowie słowa

zostałem
jak organ
którego ciało już nie potrzebuje

twoja nieobecność
ma temperaturę ciała
siada naprzeciwko
i powoli przepisuje mnie na siebie

a ja wypluwam składnię
która smakuje obcym metalem
jakby moje usta były tylko
głośnikiem dla cudzego nagrania


spokój nie zniknął
został wycofany z obiegu
został tylko jego brak

gęsty
pracujący pod skórą
jak cisza
która przeżyła własny powód

dzień mnie nie budzi
dzień mnie znajduje
w martwym punkcie mechanizmu
między sprzężeniem ''po co''
a atrapą jutra
która przestała mrugać

miejsca po tobie
nie są ranami
rany mają kierunek

to jest otwarcie
które nie prowadzi nigdzie

nic się nie goi
bo nie ma już
co wracać do całości

jest tylko trwanie
wysokie napięcie bez źródła

materac ma pamięć kształtu
ale brakuje mu danych
co noc próbuje nas ulepić z kurzu i potu
wypluwając błąd za błędem
jak drukarka 3D
karmiąca się własnym odpadem


świat działa dalej
to jest jego najgorsza właściwość

ludzie mówią
język jeszcze im wierzy

rzeczy trwają w rygorze
nieludzkiej geometrii


tylko ja
zostałem przesunięty poza siebie
wypatroszono mnie z treści
zostawiono oprzyrządowanie

serce to tylko awaryjne zasilanie
pustego hangaru

myśli to pętla w martwym kodzie
nadpisują próżnię
która nie zostawiła nawet cienia

oddech
plądruje mi klatkę piersiową
jak szabrownik 
w domu
w którym wyniesiono już nawet ściany


czas nie płynie
czas naciska

rozciąga mnie wzdłuż sekund
aż zaczynam się rozszczepiać
i w tym stanie
jeszcze jestem tylko szumem
w miejscu, gdzie kiedyś stał człowiek
zakłóceniem, którego nikt
nie zamierza naprawić

 

 

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...