W tajemniczym ogrodzie
wieczornym
dwa jeżyki na siebie
fukały.
Osłaniała je ciemność przezornie.
Kto usłyszał, czuł dreszcze
i ciary.
Jeż pan większy
rozpoczynał schadzkę.
Wtórowała mu
kulka jeżowa.
Nieprzywykły nasz ogród
do dźwięków,
zamiast bać się, z nimi
baraszkował.
Rozpulchniły się liście przegniłe.
Zew butwienia pod skrzynią
z pałąków.
Rupieciarnia poczuła, że żyje,
albo tylko pomyślał tak
w piątki
Człowiek, znów się wybierze
z motyką
na słońce, co wychodzi wczas z rana,
ale wcześniej mu przeczekać
wieczór
trzeba pełen o rewir fukania.
W tejże chwili wszedł furtką z sąsiedniego ogrodu stary człowiek z łopatą na ramieniu. (...) Miał starą, pomarszczoną twarz i wydawał się bardzo niekontent, gdy zobaczył dziewczynkę.
Frances Hodgson Barnett Tajemniczy Ogród