Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Berenika97

Berenika97

@Clavisa 

 

Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 

 

 

 

@jjzielezinski

 

Przeczytałam wspomnienia pani Anieli. Zrobiły na mnie duże wrażenie i dostarczyły wiele niezwykle ciekawych informacji. Nie wiedziałam o rozmiarach tego wydarzenia. Zdziwiło mnie, że w 1944 roku partyznci byli umundurowani, że pani Aniela ze spadochronów szyła bieliznę.  I wiele innych, nieznanych mi faktów. 

Pozwoliłam sobie zainspirować się pewnym fragmentem. 

 

Z pamiętnika Anieli


Dwudziesty trzeci czerwca
- rok czterdziesty czwarty -


wieczór nabrzmiały zapachem traw i ciszy,

oddychał ciepłem,
jakby lato rozlało się po ziemi
i nie znało jeszcze słowa „koniec”.


Stali gotowi.
Droga milczała w ich oczach,
a pytanie „dokąd”
krążyło nade mną jak ptak bez miejsca do lądowania.


Tylko powietrze wiedziało więcej -
ciężkie, gęste,
przeczuwające krew.


Białe róże przyszły ze wsi,
jeszcze wilgotne od poranka.
Rozdawałam je powoli,
jakby czas można było rozpleść na palcach.

Jedna po drugiej
znikały w szorstkich mundurach,
zakwitały przy sercach -
ciche, niewinne,
jak coś, co nie powinno iść na wojnę.


Śmiech był zbyt jasny.
Zbyt lekki.
Unosił się wysoko,
nie chciał dotykać ziemi,
gdzie już czaił się strach.


Poszli.
Z różami przy piersiach -
nieśli swój los - i niewinność jednocześnie.


Zostałam tam,
gdzie jeszcze przed chwilą było życie.


Obóz partyzantów oddychał inaczej,

krócej, ciężej -
uczył się samotności.

 

 

 

 


 

 

 

Berenika97

Berenika97

@Clavisa 

 

Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 

@jjzielezinski

 

Przeczytałam wspomnienia pani Anieli. Zrobiły na mnie duże wrażenie i dostarczyły wiele niezwykle ciekawych informacji. Nie wiedziałam o rozmiarach tego wydarzenia. Zdziwiło mnie, że w 1944 roku partyznci byli umundurowani, że pani Aniela ze spadochronów szyła bieliznę.  I wiele innych, nieznanych mi faktów. 

Pozwoliłam sobie zainspirować się pewnym fragmentem. 

 

Z pamiętnika Anieli


Dwudziesty trzeci czerwca
- rok czterdziesty czwarty -


wieczór nabrzmiały zapachem traw i ciszy,

oddychał ciepłem,
jakby lato rozlało się po ziemi
i nie znało jeszcze słowa „koniec”.


Stali gotowi.
Droga milczała w ich oczach,
a pytanie „dokąd”
krążyło nade mną jak ptak bez miejsca do lądowania.


Tylko powietrze wiedziało więcej -
ciężkie, gęste,
przeczuwające krew.


Białe róże przyszły ze wsi,
jeszcze wilgotne od poranka.
Rozdawałam je powoli,
jakby czas można było rozpleść na palcach.

Jedna po drugiej
znikały w szorstkich mundurach,
zakwitały przy sercach -
ciche, niewinne,
jak coś, co nie powinno iść na wojnę.


Śmiech był zbyt jasny.
Zbyt lekki.
Unosił się wysoko,
nie chciał dotykać ziemi,
gdzie już czaił się strach.


Poszli.
Z różami przy piersiach -
nieśli swój los - i niewinność jednocześnie.


Zostałam tam,
gdzie jeszcze przed chwilą było życie.


Obóz partyzantów oddychał inaczej,

krócej, ciężej -
uczył się samotności.


 

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...