Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam.
Przeczytałam wspomnienia pani Anieli. Zrobiły na mnie duże wrażenie i dostarczyły wiele niezwykle ciekawych informacji. Nie wiedziałam o rozmiarach tego wydarzenia. Zdziwiło mnie, że w 1944 roku partyznci byli umundurowani, że pani Aniela ze spadochronów szyła bieliznę. I wiele innych, nieznanych mi faktów.
Pozwoliłam sobie zainspirować się pewnym fragmentem.
Z pamiętnika Anieli
Dwudziesty trzeci czerwca
- rok czterdziesty czwarty -
wieczór nabrzmiały zapachem traw i ciszy,
oddychał ciepłem,
jakby lato rozlało się po ziemi
i nie znało jeszcze słowa „koniec”.
Stali gotowi.
Droga milczała w ich oczach,
a pytanie „dokąd”
krążyło nade mną jak ptak bez miejsca do lądowania.
Tylko powietrze wiedziało więcej -
ciężkie, gęste,
przeczuwające krew.
Białe róże przyszły ze wsi,
jeszcze wilgotne od poranka.
Rozdawałam je powoli,
jakby czas można było rozpleść na palcach.
Jedna po drugiej
znikały w szorstkich mundurach,
zakwitały przy sercach -
ciche, niewinne,
jak coś, co nie powinno iść na wojnę.
Śmiech był zbyt jasny.
Zbyt lekki.
Unosił się wysoko,
nie chciał dotykać ziemi,
gdzie już czaił się strach.
Poszli.
Z różami przy piersiach -
nieśli swój los - i niewinność jednocześnie.
Zostałam tam,
gdzie jeszcze przed chwilą było życie.
Obóz partyzantów oddychał inaczej,
krócej, ciężej -
uczył się samotności.