nocny pociąg
pełen ludzi
pełen cudzego zmęczenia
pełen milczących twarzy
siedzenia ocierają się o siebie
ramiona dotykają obcych ramion
i wtedy ty
wchodzisz
jakbyś była spóźniona
na coś bardzo ważnego
siadasz przy mnie
za blisko
twoje kolano rozsuwa moje
tak naturalnie
jakby to było najprostsze prawo ciała
pociąg rusza
metal zaczyna oddychać
koła
koła
koła
twoje oczy są ciemne
bezczelne
głodne jak noc za oknem
patrzysz na mnie tak
jak patrzy się na drzwi
które już dawno zostały otwarte
twoja dłoń spoczywa na moim udzie
spokojnie
jak zwierzę
które wie
że w tym lesie
nic nie jest zabronione
naprzeciwko kobieta udaje sen
mężczyzna czyta gazetę
chłopak w słuchawkach kiwa głową
a między nimi
między siedzeniami
między oddechami
pęka powietrze
twoje palce zaczynają mówić
powoli
uparcie
jak ogień
który znalazł szczelinę w drewnie
pociąg kołysze wagon
jak wielkie stalowe serce
twoje włosy dotykają mojej szyi
twój oddech jest gorący
za gorący jak na miejsce
gdzie ludzie siedzą prosto
i pilnują swoich granic
twoje usta są przy moim uchu
nie mówisz nic
bo nic nie trzeba
twoje ciało mówi wszystko
bezwstydnie
jakby cały wagon był tylko nocą
w której można zgubić własne imię
ktoś podnosi wzrok
ktoś nagle przestaje czytać
ale nikt nie reaguje
bo wszyscy czują
że przez ten wagon
przechodzi teraz
coś dzikiego
coś starego jak krew
coś co nagle
wyrwało się z klatki manier
twoje palce zaciskają się mocniej
pociąg przyspiesza
koła
koła
koła
a my
już nie jesteśmy ludźmi
tylko dwoma płomieniami
które zapomniały
że ogień
gdy zapala się w tłumie
powinien
przynajmniej
udawać wstyd