Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Nata_Kruk

Nata_Kruk

 

           W symbiozie

 

 

wachlarze natury a to już tyle lat 
odkąd byliście małymi światełkami 
w chmurne dni - czas zerwał się z cugli - 
dzisiaj samodzielnie witacie świty a gdy 
jesteśmy razem zachęcacie głupawką
do kradzieży koni  i w jednej chwili 
znika lęk przed galopem po lesie - odgłosy 
i słowa a moja uwaga w drzewach dzięcioł 
stukiem nawołuje wiosnę wystraszone 
korniki skrobią -  o shit  - ślimak ślimaczy się  
na karpinie obok niego skaczą żabki
poddasze leśnej altany tęskniło za ciepłem
pająki tkają nowe sztucery by ustrzelić 
choćby kilku muszek po mrozopauzie pora 
na porządny posiłek - w zagłębieniach  
schowały się przed słońcem zwały śniegu 
nieopodal ruda kitka... przypomina sobie
gdzież to jesienią schowała...

 

- spójrz na mamę czy ona nas słucha...
- słucham i... słucham też... przy okazji... 
 
Tyci i Dallas wymienili między sobą 
znaczące spojrzenia oraz... uśmiech

 

 

 marzec, 2026

 

 

 

 

 

Nata_Kruk

Nata_Kruk

 

           W symbiozie

 

 

wachlarze natury a to już tyle lat 
odkąd byliście małymi światełkami 
w churne dni - czas zerwał się z cugli - 
dzisiaj samodzielnie witacie świty a gdy 
jesteśmy razem zachęcacie głupawką
do kradzieży koni  i w jednej chwili 
znika lęk przed galopem po lesie - odgłosy 
i słowa a moja uwaga w drzewach dzięcioł 
stukiem nawołuje wiosnę wystraszone 
korniki skrobią -  o shit  - ślimak ślimaczy się  
na karpinie obok niego skaczą żabki
poddasze leśnej altany tęskniło za ciepłem
pająki tkają nowe sztucery by ustrzelić 
choćby kilku muszek po mrozopauzie pora 
na porządny posiłek - w zagłębieniach  
schowały się przed słońcem zwały śniegu 
nieopodal ruda kitka... przypomina sobie
gdzież to jesienią schowała...

 

- spójrz na mamę czy ona nas słucha...
- słucham i... słucham też... przy okazji... 
 
Tyci i Dallas wymienili między sobą 
znaczące spojrzenia oraz... uśmiech

 

 

 marzec, 2026

 

 

  • Ostatnio w Warsztacie

    • "WYŻEŃCA" (Frag. szers. utw.)

       

      (...)

       

      Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,
      I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,
      To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,
      Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

      Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,
      A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,
      Śmiał się "haha" gdy klinga ucinała młodziane pędy,
      I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

      A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,
      Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,
      I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,
      Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

      Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,
      Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,,
      Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,
      I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

      Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,
      A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,
      Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,
      Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

      I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,
      Dłoń jego karciła karki i przednie fasady, 
      Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,
      Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

      A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,
      Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy, ,
      Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,
      Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

      A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,
      Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to postrachaja,
      A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,
      I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

      Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,
      Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,
      Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,
      I tak bracina jej oddany został pochwytany.

      A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -
      Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -
      To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,
      Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

      Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -
      "Kurwina!" - głośnie odmówił człowieczyńce
      Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,
      Upust dał ślince, ponoć widziano też sińce.

      Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca
      Jak popy makowe górskiego rolnika,
      Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty
      I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

      Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,
      Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych
      Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali
      I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.

       

      (...)


       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...