Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Kominy objąwszy łapy kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

księżyca oblicze witamy westchnieniem.

Płyniemy razem w astralnym bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – nad ulic bezwładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapy kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

księżyca oblicze witamy westchnieniem.

Płyniemy razem w astralnym bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – nad ulic bezwładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapami kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

księżyca oblicze witamy westchnieniem.

Płyniemy razem w astralnym bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – nad ulic bezwładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapami kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

księżyca oblicze witamy westchnieniem.

Płyniemy razem w astralnym bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – nad ulic bezwładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapami kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

księżyca oblicze witamy westchnieniem.

Płyniemy razem w astralnym bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – nad ulic bezwładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapami kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

księżyca oblicze witamy westchnieniem.

Płyniemy razem po nieba bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – nad ulic bezładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapami kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

oblicze księżyca witamy westchnieniem.

Płyniemy razem po nieba bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – nad ulic bezładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapami kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

oblicze księżyca witamy westchnieniem.

Płyniemy razem po nieba bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – ulic bezładem.

1772869758600.png

remak

remak

Dachy

Na dachy, na dachy, gdzie noc się zaczyna

i usty czarnymi snu żagle nadyma.

W górę, ku niebu, ku mgławic wirowi –

dym nas uniesie, mgły całun uzdrowi.

To głuche tętno, to serca bicie,

pod anten masztami, w niemym zachwycie.

Wtuleni w cegły, drżący z rozkoszy,

ciepło kradnący, nim słońce nas spłoszy.

Objąwszy kominy łapami kosmatymi,

blade nocy dziecię żalu łzą uśpimy.

Kołysząc, kołysząc pod nieba sklepieniem,

oblicze księżyca witamy westchnieniem.

Płyniemy razem po nieba bezkresie,

nim świt zmęczony powiekę uniesie.

Armadą kamienic, dachówek pokładem,

ku krańcom świata – ulic bezładem.



×
×
  • Dodaj nową pozycję...