Basen z freskami na dnie —
koniuszkiem palca ich dotknę,
bo śliskie.
Przy brzegu na poduszce
zegarek się umościł —
tak jak jego pan — dni ile? — pościł.
Wnet stoję nad basenem.
Freski swe kwiecie marzą.
A niedaleko, nad szarą plażą —
mewa gładzi oko
i leci — na wprost, niewysoko.