Podoba mi się ten motyw, bliski mi również, błądzenia po mieście, będący jak pewnego rodzaju podróż inicjacyjna, żeby odnaleźć wewnętrzną siłę i zdefiniować na nowo swoją tożsamość.
Może to być etap zdrowienia po trudnych przejściach.
Może - po prostu poszukiwanie siebie, własnego celu, horyzontów myślowych i życiowych?
Przypomniał mi się "Statek pijany" Rimbauda - z tą różnicą, że tam był rejs po morzach, tutaj - włóczenie się po mieście - ale idea ta sama - rzucenie się w wir, smakowanie wszystkich odcieni rzeczywistości, nabieranie doświadczeń, budowanie i hartowanie siebie, nie na podstawie iluzji, ale na podstawie tego, co przeżyte i przepracowane.