Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

***Nieopodatkowane pieniądze i pokora — Villanella prozo-poetyczna


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia 
przez system wyhodowało umiejętność.
W parze każdego dnia przypominając mi,
że to, co było kiedyś — zostało skasowane.
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu,
gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

 

Szanuję, co jest. Z zawartości pełnych worków 
zbieram wybrzuszenia jak wklęsłość.
Niekiedy w czubkach traw, tak samo na Ziemi.
Podniosłem ciepłą pocztę odfruwaniem.
Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia
przez system wyhodowało umiejętność.

 

Odzyskaną wskazówką ust do dzióbka,
przez delikatne gruchanie tlenu, zwróciła kość.
Cudem dopasowania się w bilard piór życia,
ze snu wskrzeszając loty jeszcze znane,
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu,
gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

 

W reklamówkach albo kieszeniach,
pasując tylko wyparowane procenty krzykiem: 
Miłość z kamienic wpuszcza petardy w nieboskłon,
niegdyś martwe, dzięki wiązce luksów dane.
Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia 
przez system wyhodowało umiejętność.

 

Ukrywaną we fragmencie nieludzkiego makaronu;
młodziwem zwraca smak wat w młodość.
Ze wszystkich pór, rozpalając pierwszą przestrzeń,
po siedmiuset skokach już zbadane,
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu,
gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

 

Dystrybuowane kamienie na szyi,
niech będą ci zastawką serca w geodii jak mądrość.
Reaktorem oczy otworzą, by ochronić 
przed ciemną energią — światło nagromadzone.
Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia 
przez system wyhodowało umiejętność.
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu,
gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

_____________________________________________________________

 

Poniżej wersja ta sama, lecz w oryginale brzmi nieco inaczej — tak, jak zapamiętałem: 

 

Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia przez system, wyhodowało umiejętność.
W parze każdego dnia przypominając mi, że to, co było kiedyś — zostało skasowane.
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu, gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

 
Szanuję, co jest. Z zawartości pełnych worków zbieram wybrzuszenia jak wklęsłość.
Niekiedy w czubkach traw, tak samo na ziemi. Podniosłem ciepłą pocztę odfruwaniem.
Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia przez system, wyhodowało umiejętność.

 

Odzyskaną wskazówką ust do dziubka, przez delikatne gruchanie tlenu, zwróciła kość.
Cudem dopasowania się w bilard piór życia, ze snu wskrzeszając loty jeszcze znane.
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu, gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

 

W reklamówkach albo kieszeniach, pasując tylko wyparowane procenty. Krzykiem: Miłość.
Z kamienic wpuszcza petardy w nieboskłon, niegdyś martwe, dzięki wiązce luksów dane.
Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia przez system, wyhodowało umiejętność.

 

Ukrywaną we fragmencie nieludzkiego makaronu; młodziwem zwraca smak wat w młodość.
Ze wszystkich pór, rozpalając pierwszą przestrzeń, po siedmiuset skokach już zbadane.
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu, gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

 
Dystrybuowane kamienie na szyi, niech będą ci zastawką serca w geodii jak mądrość.
Reaktorem oczy otworzą, by ochronić przed ciemną energią — światło nagromadzone.
Kreatywne myślenie bez narzucanego myślenia przez system, wyhodowało umiejętność.
Jak na jawie przeglądam rozkład czasu z dymu, gdy dłońmi dotykam waszą majętność.

 

__________________________________________________________________________________________

 

Są dwie piosnki; a ponieważ jestem audiofilem —  jedna jest już poniżej,  druga zawarta w opisie:

Hoenix — Serenity ( użytkownik kovanecky)

 

__________________________________________________________________________________________

 

________________________________________________________________________________________________

 

Spis treści:
***Organiczny intranet
***Gdy młodziwo staje się siarką do draski atawizmu
***Kiedy dyada wraca na swoje miejsce
***Gniazdo
***Z cieśniny
***Jest ich więcej
***Jak cię piszą — nie myśl, że tak samo widzą po dziewięciu godzinach lucydności
***Praktyczny oniryzm — metonimia
***W najprostszy sposób wytłumaczę
***Nad morzem w Rockanje
***Z wyjścia na wejście
***Komplet uświęcony środkami — dzięki wiedzy MTJ
***Wasz tajny współpracownik wciąż działa w ukryciu
***Korektą rzeczywistości
***Jest twoja moczarka kanadyjska
***Z rejonów
***Złączcie kolory jednym oddechem i tą samą krwią

***Nieopodatkowane pieniądze i pokora — Villanella prozo-poetyczna

 

Edytowane przez Nefretete (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...