@viola arvensis
To wiersz bardzo wyciszony, niemal medytacyjny.
Porządkuje świat od środka. Najmocniej wybrzmiewa tu motyw granicy, ale nie jako muru wobec ludzi, raczej jako wewnętrznego azylu, miejsca, gdzie można:
oswajać potwory,
wygaszać burze,
odkładać winę,
podlewać nadzieję łzami.
Bardzo kobiece samoukojenie :)
Światło wbijało setki igieł w źrenice
Miłości świadkiem nie chcę być nigdy
Bo miłość sama się pcha na szafot
Tuląc do siebie znamiona krzywdy
Da swe kończyny ucinać katom
Wtedy słońce wydało się bielsze
Gdy zwiędną pąki motylich skrzydeł
Co trwają może oddechów trzy
I strzeli para z dusznych kadzideł
Ujrzysz jak nić przeznaczenia drży
Kropla potu na skroni była gęsta jak lawa
Krzyczymy ku niebu ściskając nadzieję
Że chmury będą nam pośredniczyć
Bo między nami wicher wciąż wieje
Co nasze uszy przyszedł pożyczyć
Popękana ziemia wrzeszczy z
pragnienia
Zwisając z płotu przebici w pół
Lgniemy do siebie nie wiedząc nic
I czując w uszach płonący ból
W splecionych dłoniach będziemy żyć
Spadła kropla niebiańskiej krwi
Słowa
nie znikamy, jesteśmy rozpuszczane
przez nasze TO czym jesteśmy
niezmiernie przybywamy wodą przypływu
do nowych świeżych jeszcze dusz
to nic że to koncepty, struktury
dobry schowek na znaczenie
take stado maleńkich dusz
Pozdrawiam