wszystko było prostsze
w tamte dni
szeroka kopuła błękitu
pszeniczne pola
piaszczysta droga
aż do pacierzowa
paliliśmy po rowach
a tanie wina
smakowały dorosłością
i pewnym rzyganiem
nikt nie wołał na obiad
gdzie idziesz kiedy wrócisz
panowie na włościach
aż do widnokręgu
pierwsze pocałunki
nieśmiałe dziewczęta
ich twarde piersi
sierpniowe gwiazdozbiory
gdy przychodzą chłodne noce
rankiem przy żniwach
rosa jeszcze
na trawach się perliła
pojedynczy bławatek
tuż obok suchej studni
kartka z zielnika