Czytam, że podmiot liryczny dokonał cięcia między własnym (wewnętrznym) światem, a tym 'rzeczywistym'. Wspomina, że być może nigdy nie było połączenia między tymi światami. I w to głównie nie mogę uwierzyć. W tą narrację 'ja kontra świat'. Bo ja to świat. Albo świat to projekcja mnie - wygląda tak, jak na niego patrzę.
A Saint-Exupéry, bo w "Ziemi...", ale i w "Nocnym locie" mamy sprzeciw wobec tego rozdarcia ja-świat. Bo co jeszcze znaczy 'świat'? To ci ludzie blisko i daleko.
Ten pilot tam leci nocą nad pustynią i jest sam w kokpicie, ale wie, że są inni ludzie, którzy czuwają nad jego lotem i to go nierozerwalnie z nimi wiąże.