Trzecia kawa nie pomogła
A jezus nie zmartwychwstał
Chciałem wstać
Ale chyba coś nie wyszło
Dobry dzień się wylał
Podłoga jest zbyt śliska
Tak bardzo, bardzo chciałbym
Porozmawiać
Ale nie umiem zacząć
Kiedy cisza mnie przeraża
Głęboki wdech i znowu
Nic się nie zmienia
Wciąż brakuje mi powietrza
Podróże w kształcie
Linii łazienka - łóżko
Już raczej nie kształcą
A na półkach stoją
Nieprzeczytane książki
O bezsensie słów
I znaczeń
Okno bywa morzem
Może, przyjdzie list w butelce
Światło, miga, oczy
Już nie nadążają, świat
Zaczyna się rozpływać
Jak... Farba oleista
Moja rzeczywistość
O ile jest, to bywa
Drugą stroną płótna
Coś przebija lecz pusta
Czas znowu się rozmywa
A Dalí, już nie oddaje
Stanów przeżutych, pustych kałuży
Trzeba spojrzeć pod światło
A światło, to domena diabłów
Na widłach wynieśli co zostało z ostatków
Teraz wybrakowane braki
I łóżka o trzech nogach
Zajmują większość widocznego
Kadru