W kalendarzu,
między dentystą
a „kupić jogurt”,
dopisuje drobnym drukiem -
"koniec świata".
Myśli: " To zabawne -
jak puste miejsce w szafie
potrafi ważyć więcej,
niż cała jej zawartość".
W markecie jedną ręką
scrolluje traumę,
drugą wybiera awokado,
w słuchawce seryjni mordercy,
w koszyku "poranna rosa"-
płyn, który ma przykryć zaduch
nieprzespanej nocy.
Przez jezdnię
przechodzi ostrożnie.
Nie z miłości do życia,
ale przez wstyd -
głupio byłoby zginąć
bez makijażu
i z listą sprawunków.
Trwa - od ataku paniki
do promocji na masło,
od lęku przed ludźmi
po potrzebę świeżego
chleba.
Codzienność rozpięta
między lodówką a przepaścią.
Świat nie chce złożyć się
w całość.
Idzie do wróżki -
niech ktoś jej wreszcie
wymyśli jakąś przyszłość.